Obiad z Mamedem

Podziel się:

Na łamach Tygodnika Ilustrowanego postaram się podzielić z Wami czymś interesującym. Tym, co spotkało mnie podczas pracy, podróży lub po prostu napiszę o czymś, o czym warto powiedzieć innym, aby np. poprawić humor… Dziś coś na styku MMA i kuchni, czyli…OBIAD Z MAMEDEM

Wraz ze wspólnikiem, którego zwę Diabeł, przyjechałem do Mameda porozmawiać o wprowadzeniu na rynek napoju energetycznego, którego będzie właścicielem i twarzą owego trunku.

Siedzimy w restauracji przy deptaku w Olsztynie. Zamówiłem zupę z borowików, pierś z kurczaka z warzywami opiekaną wędzonym serem i pieczone ziemniaczki. Diabeł zamówił tą samą zupę, a na drugie danie makaron. Mamed również poprosił o zupę z borowików, stek bardzo mocno wysmażony i wątróbkę.

Gdy kończyłem zupę zauważyłem w talerzu dwa małe robaczki! Czarne łebki i białe odwłoki. Nic nikomu nie mówiąc przesunąłem talerzyk na środek stołu i zacząłem kroić pierś z kurczaka. W ramię stuka mnie Mamed. – Popatrz, robaki mam w zupie – mówi zdziwiony. Odpowiadam spokojnie – Też miałem. Nie wiem ile ich zjadłem, ale dwa zostawiłem (śmiech). Liczymy robaki u Chalidowa… – 9, 10, 11, 12…O w mordę, co to? – pyta Mamed, pokazując identycznego robaka, jak te pozostałe, ale jego długość to na oko 3 cm! – To mamuśka całej reszty! – komentuję rozbawiony. Ryjemy po stole we trzech nosami, a obsługa patrzy zza baru i nie wie o co chodzi.

Wołamy kelnera, który serwował nam dania. Mamed pokazuje mu robaki. Kelner wpiera nam, że to nie jest to, o czym mówimy. Pokazujemy mu zatem okazałą „mamuśkę”. Talerze znikają w ciągu dwóch sekund ze stołu. Uspokajam obsługę i upominam, aby następnym razem kucharz dobrze ugotował i przyrządził grzyby, zanim wrzuci je do zupy. Dodaję również, że nie muszą się martwić, bo nie zamierzamy robić im problemów. Przecież Mamed je tu od dawna… Muszą jednak uważać, bo inni mogą nie być tak wyrozumiali… Do tej pory serwowane w restauracji dania były bardzo smaczne i z tego też powodu postanowiliśmy zjeść wspólny obiad właśnie tu.

Zjadłem dwa kęsy kurczaka i szok! Widzę długi czarny włos. Myślę – mój?! Nie…, bo reszta włosa wtopiona głęboko w ser! Ale jazda! Chalidow wstał, woła kelnera, koleś leci, patrzy na talerz i już jest cały czerwony. Mamed coś zaklina po czeczeńsku pod nosem. Myślałem, że zejdę ze śmiechu! Zabierają mój talerz. Natychmiast padają propozycje nowego menu. Ślicznie im dziękuję i mówię że zadowolę się pieczonymi ziemniaczkami, które mi jeszcze zostały. Ale się najadłeeeem…!

Myślicie że to koniec? Nieee…

Biorąc dużą szklankę soku z pomidorów, od razu kazałem sprawdzić czy przypadkiem nic w niej nie pływa. Znowu ryjemy nosami ze śmiechu… Diabeł pije wino, ja sok pomidorowy. Przynoszą stek Mamedowi. Przypomnę, że prosił o bardzo mocno wysmażony. Kroi, patrzę jak to robi i oczom nie wierzę. Na moich ustach maluje się uśmiech. Gdyby nie uszy, śmiałbym się dookoła głowy! Oczy większe dwa razy… Z rozkrojonego steka płynie krew! Widzę też jak krew zalewa Mameda. Stek jest w środku surowy! Chciało mi się wyć na cały Olsztyn! Żebyście widzieli minę Mameda! Jak w ringu, morderca przy stole, szczęki mocno zaciśnięte i mętny wzrok. Myślałem, że wpadnie do kuchni i zatłucze kucharza. – Chłopaki, tak mi wstyd. Tu zawsze było super jedzenie – mówi do nas. Odpowiadam, że się nie gniewam i w sumie to nie byłem taki głodny…Diabeł też macha ręką. Obsługa stoi na baczność – przecież to nie wina kelnerów. Propozycje, zapewnienia… Ale się najadłeeeem…! Jedynie podana wątróbka była bez zarzutu. Podobno to jedna z najlepszych restauracji w Olsztynie… Zastanawiam się czy nie podać jej nazwy? Zjemy tam jeszcze raz i wtedy zobaczymy…

Podziel się:


Zdjęcie profilowe

Dariusz Buźniak

Alpinista, kierowca i pilot w rajdach 4x4, gitarzysta sesyjny, organizator koncertów i festiwali muzycznych, promotor MMA, współzałożyciel Federacji 3F, pracuje przy organizacji gal KSW.

Powroty – ulica Nadrzeczna (2)

Kiedy matka wyjmowała mnie z grupy biegnących do browaru po piwo dla kowala, zatrzymywałem się i zawracałem w pół drogi. Szedłem w kierunku domu ze spuszczoną głową, powłócząc nogami. Ku mojemu szczęściu, przed domem zwykle siedział na progu lub na krawężniku i czekał na mnie Henio, jedyny chłopak z Nadrzecznej, z którym matka pozwalała mi się bawić. Taki był

Powroty – ulica Nadrzeczna (8)

Nieoczekiwana przygoda we młynie przyprawiona erotycznym ekscesem z Bronką, która poddawała się zalotom młynarzy, tak mną wstrząsnęła, że wybiła mnie w ogóle z życiowego rytmu, który polegał na szkole, odrabianiu lekcji, czytaniu encyklopedii od A do Z, takimże czytaniu słownika języka angielskiego, okazyjnej grze w palanta, zamiataniu ulicy za karę, przyglądaniu się

Powroty – poza Nadrzeczną (14)

Odbieram w kwiaciarni róże owinięte w folię i zastanawiam się, jak się czuje osoba, której przyniesiono bukiet kwiatów? Sam naprawdę nigdy kwiatów nie dostałem, więc tego nie wiem i zapewne się nie dowiem. – „Przepraszam, bo to nie mój interes, ale zapytam z ciekawości, dla kogo pan kupuje takie piękne kwiatki?” – pyta pani kwiaciarka. – „Dla swojej