Janusz Zalewski

Powroty – poza Nadrzeczną (7)

Podziel się:
Mały incydent prześwietlenia taśmy u fotografa po kręceniu filmu mógł się przydarzyć albo nie, bo fotograf twierdził, że prześwietliliśmy go my sami. Faktem jest, natomiast, że ten zawód, bardziej niż jakiekolwiek inne rzemiosło, wymaga wyjątkowego profesjonalizmu, bo jest oparty na rozwoju technologii. Aczkolwiek kontakt z fotografami ostatnio miewałem rzadko, robiąc co najwyżej zdjęcia paszportowe lub do wizy na Białoruś, to wiem dobrze, że aby utrzymać się w zawodzie muszą oni być bardzo profesjonalni i nadążać za rozwojem technologicznym, bo w przeciwnym razie czeka ich zawodowa śmierć. Dotyczy to zarówno małych jak i dużych firm, a najlepszym przykładem jest firma Kodak, która w szczytowym okresie powodzenia nie zadbała dostatecznie o rozwój innowacyjny i po nadejściu fotografii cyfrowej, mimo że w efekcie włączyła się w ten nurt, to bardzo szybko upadła i musiała poddać się bolesnej restrukturyzacji.

Mały incydent prześwietlenia taśmy u fotografa po kręceniu filmu mógł się przydarzyć albo nie, bo fotograf twierdził, że prześwietliliśmy go my sami. Faktem jest, natomiast, że ten zawód, bardziej niż jakiekolwiek inne rzemiosło, wymaga wyjątkowego profesjonalizmu, bo jest oparty na rozwoju technologii. Aczkolwiek kontakt z fotografami ostatnio miewałem rzadko, robiąc co najwyżej zdjęcia paszportowe lub do wizy na Białoruś, to wiem dobrze, że aby utrzymać się w zawodzie muszą oni być bardzo profesjonalni i nadążać za rozwojem technologicznym, bo w przeciwnym razie czeka ich zawodowa śmierć. Dotyczy to zarówno małych jak i dużych firm, a najlepszym przykładem jest firma Kodak, która w szczytowym okresie powodzenia nie zadbała dostatecznie o rozwój innowacyjny i po nadejściu fotografii cyfrowej, mimo że w efekcie włączyła się w ten nurt, to bardzo szybko upadła i musiała poddać się bolesnej restrukturyzacji.

Zrobić zdjęcie, to nie tylko przycisnąć guzik, ale też wiedzieć, jak zmierzyć oświetlenie i użyć tego pomiaru, jak dobrać i ocenić czułość aparatu na światło, jak ustawić czas ekspozycji, przysłonę, bo inaczej fotografuje się portret a inaczej dom lub ulicę, a nawet – wiedzieć do czego służy i jak ustawić statyw. Ciemnia i odczynniki odgrywały też ogromna rolę w czasach, gdy słowo „film” naprawdę znaczyło film, a więc – światłoczułą warstwę rejestrującą.

Tygodnik_Drabina_Grupa

Ale to tylko część techniczna, której można samemu się nauczyć, co zresztą staje się coraz mniej potrzebne, bo większość parametrów fotograficznych ustawia automatycznie mikroprocesor aparatu na podstawie bieżących danych z czujników i wewnętrznych obliczeń. Ważniejsza jest kompozycja obrazu, uzyskanie efektów światła i cienia, ostrości, przyciągnięcie uwagi widza, i tu wkraczamy w fotografikę, jako swoistą dziedzinę sztuki. Tak jak mówi się, że papier wytrzyma wszystko, nawet największe brednie, czego dowodem są zastępy grafomanów, to można by powiedzieć, że paper światłoczuły też wiele wytrzyma – nawet największy kicz, czego dowodzą zapewne tysiące naszych własnych zdjęć i miliony innych zgromadzone na Facebooku, Flickr i wszelakich tego rodzaju serwerach.

aTygodnik_Drabina_Ciechanow_ORG — kopia

Już bardzo dawno temu, zachęceni stosunkową łatwością rejestrowania świata na kliszy, niepomni na to, że w Ciechanowie istniały firmy fotograficzne takie, jak Buczek (Edward Buczek, ujawniony później jako fotoreporter AK wart jest oddzielnego wspomnienia), Szoll i Kalina, zaczęliśmy robić zdjęcia sami. Co z tego wynikło, widać na fotografii kilku młodzieńców z drabiną, pochodzącej chyba sprzed pół wieku. Mówiąc oględnie, jej jakość techniczna pozostawia wiele do życzenia, ale trzeba zastrzec, że gdyby najpierw nie było słabego zdjęcia, to nie powstałoby wiele innych ważniejszych zdjęć. Liczy się wszakże inspiracja, a inspiracją jest w tym wypadku przedmiot zwany drabiną, bo okazało się, że nikt tego przedmiotu przedtem nie traktował w fotografii poważnie.

Spośród kilkudziesięciu zdjęć drabin w różnych cyklach, proponuję dziś obejrzenie trzech ujęć, gdzie zauważalne są pewne różnice w podejściu do tematu pracy, w zagranicznym Kownie, w stołecznej Warszawie i w rodzinnym Ciechanowie na Aleksandrówce. A poza tym, jako że lubię się wspinać, wzbijać i wzlatywać, mam też swoje własne osiągi na drabinach, jak to na zdjęciu z bieżącego roku, ze sceny w przerwie przedstawienia „Romeo i Julia” w Teatrze Buffo, skąd zdjęli mnie sprawnie porządkowi.

PS. Podobieństwo osób i zdarzeń do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe.

Copyright 2015 by Janusz Zalewski

Kontakt z autorem: ikswelaz@gmail.com

Podziel się:


Zdjęcie profilowe

Janusz Zalewski

Janusz Zalewski w roku 1967 ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Zygmunta Krasińskiego w Ciechanowie. W 1973 r. otrzymał dyplom inżyniera elektronika, ze specjalnością automatyka, na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej, a doktorat z informatyki obronił na Wydziale Elektrycznym tejże uczelni w roku 1979. Od ukończenia studiów pracował w Instytutach Badań Jądrowych: w Warszawie i w Świerku. W 1989 r. wyemigrował do USA, gdzie pracował w laboratoriach jądrowych Superconducting Super Collider oraz Lawrence Livermore National Lab, oraz uczył informatyki w Teksasie i na Florydzie. Odbywał staże w centrum badań kosmicznych NASA Ames w Kalifornii i w laboratoriach Amerykańskich Sił Powietrznych w Rome w stanie Nowy Jork. Obecnie wykłada informatykę i inżynierię oprogramowania na Florida Gulf Coast University, w Fort Myers. W wolnym czasie pisze eseje i tłumaczy na język polski poezję amerykańską, którą publikował w „Odrze” i „Nowej Okolicy Poetów”, a ostatnio miał okazję zaprezentować na scenie Teatru Polskiego w Warszawie, co można obejrzeć na Internecie, pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=2G4z3HrQJuo Prywatnie, jest niezmiernie wdzięczny swoim ciechanowskim nauczycielom za doskonałe przygotowanie go do stawiania czoła wyzwaniom współczesnego świata.

Janusz Zalewski

Powroty – poza Nadrzeczną (6)

Ból w skręconej na schodku stopie w zasadzie mi ustąpił, chyba od samego siedzenia i lekkiego masażu przez skarpetkę, przy czym zawsze przypomina mi się „Kompleks Portnoya”, i poczułem się znowu tak że nawet mógłbym komuś dokopać, więc rozglądam się dookoła, z ławki na niewielkim skwerku między zegarmistrzem a księgarnią, i czuję się prawie jak na rynku w Pradze,

Powroty – poza Nadrzeczną (1)

Ulica Nadrzeczna miała własną i niepowtarzalną atmosferę, ze swoimi przeróżnymi zakładami, domami i ludźmi, których pamięta się na zawsze i odpowiednio często do nich wraca. Ale Nadrzeczna, mimo swojego mikroklimatu i niezwykłej atmosfery, nie była jedyna w tym mieście. Małemu szczeniakowi nie było jednak dane doświadczać zbyt wielu przygód na innych ulicach, mimo że

Powroty – poza Nadrzeczną (13)

Powód mojej wizyty w kwiaciarni jest prosty, zamierzam kogoś odwiedzić, a ponieważ to kobieta, więc bez kwiatów wybrać się nie można. Jak sobie przypomnę szczenięce lata, to wszędzie w naszym otoczeniu były kwiaty, poczynając od domowych pelargonii w doniczkach na oknie, poprzez piwonie u babki w ogródku przed domem, gdzie wpadała mi piłka i dostawałem cięgi za