Duma – nic więcej

Podziel się:

Od listopada 2014, gdy ujadę się do Warszawy pociągiem Kolei Mazowieckich i wysiadam na Dworcu Gdańskim, każdorazowo wychodzę przed Dworzec i patrzę w kierunku Ronda Zgrupowania AK „Radosław”. Tam właśnie od 10 listopada 2014 strzeliście ku niebu wznosi się maszt, a na nim dumnie powiewa nasza biało-czerwona flaga.

Tekst ten nie jest jakąś historyczna opowieścią o minionych czasach, bliższym przedstawieniem historii pewnych wydarzeń historycznych. Jest bardziej moim osobistym przemyśleniem tego wszystkiego, co miało miejsce przez ostatnie kilkadziesiąt lat.
Od pewnego okresu czasu w naszym życiu politycznym pojawiło się hasło nawoływania do promowania potrawy patriotycznej wśród młodzieży oraz młodych ludzi. Znakomita i wspaniała sprawa. Jednak co zostało zrobione w stosunku do osób starszych? Tych wszystkich, którzy w swojej młodości niejednokrotnie dawali wyraz swojej bezgranicznej miłości do Ojczyzny.
Z ogromnym wstydem oglądam te wszystkie rekonstrukcje historyczne pokazujące wydarzenia z okresu II wojny światowej, gdzie niestety BOHATEROWIE tych wydarzeń siedzą w ostatnich rzędach, bądź też, nie daj Boże stoją gdzieś pośród publiczności. Natomiast miejsca w pierwszych rzędach okupowane są przez „wybrańców narodu”. Hańba i skandal, najczystszej wody. Napiszę tylko tyle.
Na szczęście takich wydarzeń dane jest mi oglądać z roku na rok coraz mniej. Z drugiej strony, cała polityka władz dotycząca okazywania wdzięczności w postaci przyznawania kolejnych odznaczeń, moim zdaniem jest bezsensowna, jeżeli za nią nie idzie określony dodatek do emerytury odznaczonego.
Miałem kiedyś okazję poznać zasłużonego żołnierza Wojska Polskiego, którego pierś w paradnym mundurze mieniła się ogromna ilością odznaczeń nadanych mu przez byłą jak i nową władzę po 1989 roku. Jednak gdyby nie przyjaciele, znajomi biedny staruszek nie wiązałby końca z końcem. Usłyszę oczywiście głosy, że jest Urząd do Spraw Kombatantów etc. Jednak sami wiecie Państwo, że to tylko „pic na wodę”. Gdy przychodzi danemu człowiekowi zmierzyć się z tą biurokratyczną machiną jest on tak osamotniony w walce z „urzędasami” jak nasi powstańcy w 1944 roku. Właśnie i o tych POWSTAŃCACH chciałem tu napisać.
Bo jak inaczej po tych wszystkich latach patrzeć na ponad sześćdziesięciometrowy maszt wzniesiony w miejscu, gdzie zbiegają się trzy najważniejsze dla Powstania Warszawskiego dzielnice: Śródmieście, Wola oraz Żoliborz. Ronda nazwanego na cześć Zgrupowania Radosław, elity elit Kedywu w czasie powstania. Bataliony Zośka, Parasol czy Miotła zna KAŻDY Warszawiak, a w reszcie kraju TE nazwy mówią również bardzo dużo. PYTAM się dlaczego dopiero po 70 latach od zakończenia zrywu Warszawy taki maszt powstał.
Powstało „pseudo” Muzeum (jako muzealnik mam prawo tego określenia użyć), wmurowano i odsłonięto tysiące płyt, a „głupiej” flagi NIKT nie potrafił na maszcie zawiesić. Przecież pamiętamy dokładnie, co zrobili powstańcy 1 sierpnia 1944 na gmachu Prudentiala. Zawiesili tam biało-czerwoną flagę, która wisiała przez całe powstanie, w ówczesnym najwyższym punkcie Warszawy. Już po wojnie, oczywiście flaga symbolicznie w tym punkcie stolicy lub też innym w dniach, których trwało upamiętniane powstanie pojawiała się, ale na stale już nie. Dlatego, spóźnioną, ale zakładam, że płynącą ze szczerego serca inicjatywę, na której czele stanęli panowie Artur Nowakowski oraz Bogdan Kaczmarek popieram w stu procentach. Dodatkowo jednym z warunków postawionych, przez pomysłodawców – fundatorów tego masztu jest to, by corocznie 1 sierpnia na 63 dni wymieniać flagę państwową na flagę państwową ze znakiem Polski Walczącej. Pomył wspaniały. Taki ukłon i pośmiertne oddanie hołdu tym wszystkim cywilom jak i żołnierzom AK oraz innych organizacji zbrojnych walczących w Powstaniu Warszawskim.
Każdorazowo, gdy patrzę na ten wspaniały biały maszt (podobno najwyższy w naszym kraju) i podtrzymująca go konstrukcję (wykonaną w zakładach poznańskich H.Cegielski – Poznań S.A.). Mam nieodparte wrażenie, że w swoim pomyśle twórca tej konstrukcji miał na myśli „luźne” nawiązanie do słynnej fotografii Joe Rosenthala „Sztandar nad Iwo Jimą”. Tam sześciu żołnierzy armii amerykańskiej wznosi ku górze gwiaździsty amerykański sztandar. W warszawskim przypadku maszt jest pionowy, a stalowe elementy jedynie nadają konstrukcji stabilności, jednak trudno nie stwierdzić, że jego nie podtrzymują. Powiewająca na jego szczycie flaga narodowa została uszyta według określonych przez prawodawstwo norm – zostały przy jej szyciu zachowane proporcje (5 do 8), krótszy bok ma 8 metrów, a dłuższy 12 (więc powierzchnia flagi wynosi ponad 100 m²). Bezpośrednio pod samym masztem odnajdziemy tablicę, a na niej napis w języku polskim oraz angielskim: „W 96. rocznicę odzyskania niepodległości Polski, w 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w 25. rocznicę wolnych wyborów w Polsce, w 10. rocznicę wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, w hołdzie wszystkim, dzięki którym Polska jest dziś wolnym, odrodzonym krajem.”
Ja patrząc na ten masz i dumnie powiewającą nad Warszawą biało-czerwona flagę czuję dumę. Nie wiem jak inni. Wiem jednak, że prawie każdy będący na Rondzie „Radosława” choć na moment popatrzy w górę na naszą flagę i nie ważne czy to Warszawiak, „słoik” czy też inny mieszkaniec naszej Rzeczypospolitej. Stojąc tam ma okazję tak jak i ja poczuć dumę i powiedzieć dziękuję tym wszystkim, którzy zginęli w obronie naszej Ojczyzny, a także w Powstaniu Warszawskim. Abyśmy mogli dziś bez żadnej obawy o życie i naszych bliskich na takie piękne rzeczy spokojnie mogli patrzeć. Czy to jest patriotyzm, nie wiem? Wiem natomiast, że jest to duma z tego, że jestem Polakiem.
Rafał Wróblewski

Podziel się:


W rocznicę śmierci „Puszczyka”

Bił się z Niemcami, Sowietami i wysługującymi się im funkcjonariuszami UB, KBW, MO. Zginął 62. lata temu w powiecie mławskim. Padł w nierównym boju, bo przeciwko jego ośmioosobowemu oddziałowi komuniści rzucili 1,3 tys. ubeków, milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Co się wydaje

Interesująco o lokalnej historii

Ukazał się nowy numer „Reduty – Ciechanowskiego Pisma Historycznego”, a w nim wiele ciekawych artykułów

Nie ma jak Lwów

Każdy z nas ma listę miejsc, które chciałby odwiedzić w swoim życiu. Są na nich miejsca egzotyczne i historyczne, miejsca odległe jak i leżące tuż za rogiem. Ja również posiadam taką listę, od lat jedną z czołowych miejsc zajmował na niej Cmentarz Obrońców Lwowa we Lwowie, potocznie zwany Cmentarzem Orląt Lwowskich.