Wielka historia w wielkim kinie

Dwieście lat od Waterloo

Podziel się:
Spotkanie Napoleona z marszałkiem, fot. archiwum Autora

Rok 2015 dla wszystkich entuzjastów historii oraz rekonstrukcji historycznych będzie wyjątkowy, mnogość rocznic oraz okrągłych jubileuszy, zapewni wysyp imprez, uroczystości czy też zwykłych spotkań mających za zadanie przypominanie tych wszystkich wydarzeń mających znaczący wpływ na dzieje naszego kraju. Jedno z wydarzeń, w tym roku, dla mnie jako historyka – muzealnika związanego z opinogórskim Muzeum Romantyzmu, jest szczególnie ważne. Przypomina ono w sposób wyjątkowo symboliczny o zakończeniu pewnego etapu w historii dziewiętnastowiecznej Europy. Wydarzeniem tym jest ostateczna klęska Napoleona I Bonaparte pod Waterloo.

W dniu 18 czerwca 1815 roku po trwających wiele godzin walkach, zdziesiątkowane i wykrwawione w boju oddziały wojsk francuskich pokonane zostały przez przeważające siły połączonych armii Brytyjczyków oraz Prusaków. Wszystko to miało swoją genezę kilkadziesiąt dni wcześniej, gdy po ucieczce z wyspy Elba Napoleon na czele pozostających pod jego dowództwem szczątków Wielkiej Armii wylądował w zatoce Juan (obecnie Golf-Juan). Postanowił on jeszcze raz zmącić pozorny spokój panujący we Francji i Europie. Wysłane naprzeciw jego wojskom oddziały piechoty i kawalerii po kolei przechodziły na jego stronę. W szybkim tempie Napoleon dotarł do Paryża i tam już w otoczeniu swoich byłych marszałków ogłosił konstytucję i zdecydował o przywróceniu dawnych porządków, odrzucając ideę rządów Ludwika XVIII. Lud, a także żołnierze znów oddali swoje serca „małemu kapralowi”. Mówienie o historii lub też czytanie o niej przychodzi jednym łatwiej innym trochę trudniej. Wszyscy natomiast bez wyjątku bardzo chętnie historię oglądają w kinie, czy tez w domowym zaciszu.

Wyjątkowym filmem, mówiącym właśnie o omawianym przeze mnie okresie jest obraz Sergieja Bondarczuka „Waterloo”. Powstałe za ponad 35 mln dolarów dzieło filmowe, w koprodukcji radziecko – włoskiej, z garniturem najlepszych aktorów było ewenementem na skalę światową. Sergiej Bondarczuk lubił tematy napoleońskie, każdy z miłośników kina światowego zna jego wcześniejsze arcydzieło „Wojna i pokój”. To za nie w 1968 roku otrzymał zarówno Złoty Glob, jak i Oscara. W roku 1970 we współpracy z jednym z najbardziej znanych producentów, ówczesnego filmowego świata Dino De Laurentisem (La Strada, Bitwa o Ardeny ) stworzyli „Waterloo”, jeden z najbardziej zadziwiających filmów w historii kinematografii. Bondarczuk zaprosił do współpracy szereg znanych i popularnych aktorów. Rolę Napoleona powierzył Rodowi Seigerowi (Doktor Żywago, Garść Dynamitu), Christopher Plummer (Noc Generałów, Bitwa o Anglię) wcielił się w rolę księcia Artura Wellingtona, a Sergo Zaqariadze (Ojciec żołnierza) zagrał marszałka Büchlera. Ciekawostką wartą zaznaczenia jest rola Ludwika XVIII, w którą wcielił się wybitny amerykański aktor Orson Welles. Obsadzenie Wellesa w radzieckim filmie było jak na tamte czasy czymś niespotykanym.

Suma jaką przeznaczono na realizację „Waterloo” również robiła wrażenie. 35 mln dolarów wykorzystane na film kostiumowy było ogromnym wydatkiem. Zdjęcia plenerowe kręcone były na Ukrainie, natomiast sceny we wnętrzach w Rzymie. Film przytłacza ogromną wrażliwością i dbałością o szczegóły: scenografii, mundurów, sposobu walki czy też realizm postaci. „Waterloo” nie jest takim arcydziełem filmowym jak wcześniejsze produkcje Bondarczuka „Żywot człowieka” czy „Wojna i pokój”, jest natomiast niekwestionowanym arcydziełem dla wszystkich entuzjastów rekonstrukcji historycznej. Trudno znaleźć mi drugi tak dobrze zrealizowany film historyczno – kostiumowy, w którym z wielkim trudem przychodzi znalezienie wyraźnych błędów (jaki wpływ na światowe kino „wojenne” wniósł ten obraz najlepiej widać na przykładzie dwóch filmów „Waleczne Serce” oraz „Patriota”, gdzie sekwencje bitewne są przedstawione w sposób bliźniaczo podobny do „Waterloo”).

W napisach końcowych możemy wyczytać, że reżyser, a także producent w sposób szczególny dziękują Armii Czerwonej za pomoc w realizacji filmu. W ZSRR Sergiej Bondarczuk był twórcą, któremu nikt nie śmiał odmawiać, wykorzystał on więc przy kręceniu zdjęć scen bitwy, udostępnione mu wojsko, a dodatkowo wszystkie sceny kawaleryjskie zostały zagrane przez oddziały regularnej kawalerii Mosfilmu (kawalerzyści z tych oddziałów widoczni są również i w naszych filmach: Potopie czy Panu Wołodyjowskim).

Na tym nie koniec tak liczne w tym filmie sceny lotnicze (których prekursorem w światowej kinematografii był właśnie Bondarczuk) nie mogłaby się odbyć bez wsparcia radzieckiego lotnictwa. To wszystko ku chwale Napoleona i jego pogromców zrealizowano siłami żołnierzy, filmowców oraz pracowników planu pochodzących z Kraju Rad. „Waterloo” oprócz prawdy historycznej pokazuje, ciężki los zwykłego człowieka, mimowolnie uczestniczącego w wydarzeniach historycznych. Cierpi nie tylko zmożony chorobą Napoleon, cierpią też i inni uczestnicy wydarzeń. Wszystkich miłośników dobrego kina oraz pasjonatów historii, którzy jeszcze nie mieli okazji zobaczyć tego filmu zachęcam do poszukania go i włączenia w swoich domowych odtwarzaczach a tych wszystkich, którzy jakiś czas temu go widzieli, do ponownego odświeżenia wspomnień. Tylko w tym filmie zobaczymy w pełnym kolorze naszych polskich lansjerów pod dowództwem majora Jerzmanowskiego wybijających w pień brytyjskich kawalerzystów.

Podziel się:


Pamiętają o polskich grobach

Po raz kolejny Narodowy Ciechanów zainicjował akcję porządkowania miejsc pamięci narodowej. Tym razem w sobotę 13 lutego zajęto się grobami Polaków pomordowanych przez niemieckich okupantów w Lesie Ościsłowskim k. Ciechanowa.

Co się wydaje

Interesująco o lokalnej historii

Ukazał się nowy numer „Reduty – Ciechanowskiego Pisma Historycznego”, a w nim wiele ciekawych artykułów

Duma – nic więcej

Od listopada 2014, gdy ujadę się do Warszawy pociągiem Kolei Mazowieckich i wysiadam na Dworcu Gdańskim, każdorazowo wychodzę przed Dworzec i patrzę w kierunku Ronda Zgrupowania AK „Radosław”. Tam właśnie od 10 listopada 2014 strzeliście ku niebu wznosi się maszt, a na nim dumnie powiewa nasza biało-czerwona flaga.