Co się wydaje

Interesująco o lokalnej historii

Podziel się:

Ukazał się nowy numer „Reduty – Ciechanowskiego Pisma Historycznego”, a w nim wiele ciekawych artykułów

– Zapraszamy do lektury nowego numeru „Reduty”. Podejmujemy w nim tematykę „Solidarności Wiejskiej”. Tym razem wychodzimy poza ramy tradycyjnych artykułów oraz materiałów źródłowych – które pokazują zarówno siłę rolniczego oporu, jak i komunistyczne szykany wymierzone w polską wieś – i zamieszczamy wspomnieniową rozmowę z dwoma uczestnikami tej „Solidarnościowej” historii: Benedyktem Pszczółkowskim i Jerzym Karwowskim. Ich osobiste uwagi staną się być może – taką mamy intencję – przyczynkiem do bliższego poznania nie tylko dziejów rolniczej „Solidarności” w Ciechanowskiem, ale również ludzi, którzy ten związek tworzyli i wspierali – zachęca Andrzej Pacek z zespołu redakcyjnego „Reduty”. – W numerze znajdą też Państwo opis ciechanowskiego „zrywu budowlanego” z lat 1975-1988, świadectwa absurdalnej polityki partyjnych bonzów-spadochroniarzy. Poza tym przypominamy burzliwe losy kina „Nysa” oraz prezentujemy jedną z lokalnych inicjatyw – „Pracownię Ciechanów”. Całość uzupełniają: „Redutowe” stanowisko w sprawie dekomunizacji i stałe rubryki – felieton plus recenzje. Pozdrawiam i życzę dobrej lektury.

 

Podstawowa sprawa – wolność”

Pamiętacie ten pierwszy ciechanowski zjazd? – (odbył się w styczniu 1981 r. – Red. TI)

J. Karwowski: Oj, ludzi to masa była.

B. Pszczółkowski: Tłum, postulaty, przemówienia. Program zjazdu został od razu ogłoszony, nie pamiętam już dokładnie co tam było, transparenty na pewno też. Prowadziłem to razem z panem Andrzejem Nawrockim… Niektóre z tych postulatów, które się pojawiały… ręce opadały… no ale większość była takich racjonalnych. Zaproponowałem, żeby każda gmina z województwa ciechanowskiego dała swojego człowieka do struktur organizacyjnych, bo to była bardzo ważna sprawa, żeby mieć zaczepienie. Kiedy przedstawiono Jerzego Karwowskiego zażartowałem: – Oho, szwagier… – bo moja żona jest z domu Karwowska. I przyjaźnimy się z Jurkiem do dzisiaj. Faktycznie ten zjazd był momentem zwrotu organizacyjnego, chyba już to powiedziałeś – jeden z pierwszych zjazdów w Polsce. Niedługo potem dostałem widokówkę – jedyny człowiek, którego wówczas znałem w Anglii, mój kolega z uczelni, pisze: Widziałem Ciebie w telewizji angielskiej, siedziałem w kuchni, coś tam pichciłem i tknęło mnie, żeby zerknąć na telewizor, a tam leci reportaż ze zjazdu „Solidarności” w Ciechanowie. To było wydarzenie na całą Polskę. Zorganizowanie czegoś takiego… Tam jeszcze w ogóle był problem tego typu, zawalił sprawę działacz „Solidarności” miejskiej: umówione było, sam w tym uczestniczyłem, że on załatwia z dyrekcją lokal – my przyjeżdżamy… a lokalu nie ma. Dyrektor „Stolbudu” się pokazał i w końcu, w naszej obecności, zadzwonił gdzieś do komitetu, ale te tłumy musiały robić wrażenie, i odpowiedź wyglądała, nie wiem czy on nam to powiedział wprost, czy to wynikało z kontekstu tej telefonicznej przepychanki, mniej więcej tak: – Niech tam sobie obradują, bo jak nam przyjdą obradować przed komitet, to będzie gorzej. Nie pamiętam nazwiska, ale były głosy, że niedopełnienie zobowiązań przez tego działacza z miasta nie było przypadkowe”.

Podziel się:


Wincenty Krasiński – nie tylko ojciec Zygmunta – cz. IV

Po tryumfie Napoleona nad Austrią w roku 1809, w Europie zapanował tymczasowy spokój. W ramach ustaleń traktatu pokojowego między Francją a Austrią, Napoleon Bonaparte poślubił córkę cesarza Franciszka II Habsburga, Marię Luizę Austriaczkę. Szwoleżerowie natomiast wkroczyli do koszar w Chantilly, tam doszkalali się w sztuce władania lancą, a także prowadzili sielskie życie

Spaceru po Lwowie ciąg dalszy …

Jednym z najpiękniejszych budynków we Lwowie jest utrzymany w eklektycznym stylu gmach Opery Lwowskiej. Lwowski „dom muz” powstał w trzy lata i oficjalne został otwarty w 1900 roku. Robi on ogromne wrażenie zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Mimo upływu wielu lat gmach ten w niczym nie stracił ze swojego pierwotnego blasku.

Wincenty Krasiński nie tylko ojciec Zygmunta – część II

Moją opowieść dotyczącą kariery wojskowej Wincentego Krasińskiego zakończyłem w zeszłym tygodniu, w momencie powołania do istnienia I Pułku Szwoleżerów Gwardii Napoleona I, elitarnego pułku kawaleryjskiego złożonego z kwiatu polskiej młodej męskiej arystokracji.