Jedna książka, ale filmy już dwa

Podziel się:

5 września br. pod patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy, miało miejsce Narodowe Czytanie „Lalki”. Nie ukrywałem nigdy, że twórczość Bolesława Prusa – Aleksandra Głowackiego była mi zawsze bliska i chyba właśnie jego dzieła cenię najwyżej z polskich prozaików przełomu XIX i XX wieku. „Lalka” ze względu na swoją uniwersalną formę prezentacji społeczno – obyczajowych aspektów życia w dziewiętnastowiecznej Warszawie jest dla mnie więc pozycją sztandarową.

Z „Lalką” w moim przypadku na początku nie było łatwo. Pamięta ją chyba bardzo dobrze każdy, który musiał ją przeczytać w trakcie nauki szkolnej. Przyswojenie takiej pozycji nie było prostą sprawą, trzeba było czytać, czytać i czytać. Wiadomo, to co jest obowiązkowe, nie zawsze jest przyjemne. Jednak z czasem, już po ukończeniu edukacji, w wolnym letnim czasie ponownie powróciłem do tego utworu Prusa. Przyznam, że w tamte wakacje po „Lalce” połknąłem jeszcze „Faraona” oraz część „Kronik”.
Bohater „Lalki” – Stanisław Wokulski to jedna z najciekawszych postaci polskiej literatury. Powstaniec styczniowy, romantyk, który zrozumiał, że jako naród aby przeżyć musimy postępować inaczej niż to miało miejsce do tej pory. Z romantyka w oka mgnieniu stał się pragmatykiem. Carska Rosja okazała się dla niego znakomitym miejscem do rozwijania interesów oraz zapewnienia sobie stabilizacji finansowej. Wokulski jednak nie porzucił romantyzmu w zupełności, pozostał on w jego sercu. Jego miłość do Izabeli Łęckiej jest wręcz podręcznikową definicją „romantycznego zakochania” się na zabój. Nie będę w tym miejscu streszczał fundamentalnego dla twórczości Bolesława Prusa dzieła, zapewne przytłaczająca większość z Państwa „Lalkę” przeczytała i zna ją znakomicie. Ci, którzy jej nie czytali, oglądali pewnie film oraz serial o takim tytule. Musimy pamiętać, że prusowska klasyka doczekała się dwóch ekranizacji. Pierwszą z nich był film w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa, oparty na scenariuszu będącym adaptacją książki. Obraz ten trwał jedynie dwie i pół godziny, przez co nie pokazał wszystkich wątków z powieści, jednak posiadał i posiada jeden ogromny atut. W warstwie plastycznej kompozycji planów oraz zdjęć jest chyba jednym z najlepiej nakręconych filmów w kinematografii polskiej. Po dziś dzień mam przed oczami niezwykle pastelowe i lekkie kadry z tego obrazu z Beatą Tyszkiewicz w głównej roli kobiecej. Jeżeli do tego dodamy, typowo polskiego amanta PRL-u Mariusza Dmochowskiego jako Wokulskiego oraz wiecznie obecnego przy jego boku Rzeckiego, kreowanego przez mistrza Tadeusza Fijewskiego mamy unoszącą się w powietrzu mieszankę wybuchową stworzoną przez aktorów, operatora oraz reżysera. Dodając do tego szereg znakomitych aktorów grających role drugoplanowe takich jak: Anna Seniuk, Kalina Jędrusik, Andrzej Łapicki, Jan Machulski czy znakomitego Wiesława Gołasa. Nie możemy powiedzieć, że film ten nie był udany. Został on co prawda zepchnięty do narożnika przez serial nakręcony w roku 1977, czyli dziesięć lat później od filmu Hasa. Jednak porównanie dwu i pół godzinnej adaptacji, z pełną wersją serialu trwającą dziewięć odcinków, a każdy z nich grubo ponad godzinę, będzie wyglądało zawsze jak starcie Dawida z Goliatem.
Wyprodukowany dzięki pomocy Telewizji Polskiej serial z Małgorzatą Braunek jako Izabelą, Jerzym Kamasem odtwarzającym Stacha Wokulskiego i nostalgicznym Bronisławem Pawlikiem jako Rzeckim, wszedł do kanonu polskich seriali telewizyjnych, i zajął tam miejsce obok takich klasyków jak: Stawka większa niż życie, Chłopi czy Noce i Dnie. Wyjątkowość serialu „Lalka” tkwi w jeszcze jednym elemencie, nie ma chyba drugiego takiego polskiego serialu, który pokazywałby tak dokładnie i z taką szczegółowością życie Warszawy w XIX wieku.
Reżyser Ryszard Ber wraz ze swoim zespołem wykonali tytaniczną wręcz pracę tworząc znakomitą scenografię, charakteryzacje oraz prowadząc w taki sposób role poszczególnych aktorów, że po dziś dzień pamiętamy poszczególne epizody wchodzące w skład całej serii. Kto nie pamięta wesołków studentów i ich żartów robionych baronowej Krzeszowskiej czy też przekomicznej rozprawy przed carskim sądem, aż na sam koniec wyjątkowej w każdej scenie ich wyprowadzki z zajmowanego mieszkania. Pozostając przy rodzinie Krzeszowskich, to czy pojedynek Wokulskiego z baronem Krzeszowskim, nie jest klasyczną sceną pokazującą absurdalność zachowań polskiej szlachty w XIX wieku? Serial Ryszarda Bera ma w sobie pewien pierwiastek, który zachęca jego odbiorców do tego aby sięgnęli on po jego obejrzeniu po książkę Prusa, gdyż po pojawieniu się napisów końcowych widz, ma dalszą ochotę na obcowanie i przebywanie w świecie stworzonym przez autora powieści.
Powieść skonstruowana jest również w podobny sposób, przy jej lekturze należy brać pod uwagę, że w pierwotnej wersji wychodziła ona w odcinkach drukowanych przez lata 1887 – 1889 na łamach „Kuriera Codziennego”. W całości ukazała się dopiero w roku 1890, dzięki wydawnictwu Gebethner i Wolf. Wydana w całości powieść cieszyła się ogromną popularnością, niespełna sześć lat po pierwszym wydaniu, poczyniono przygotowania do drugiego wznowienia dzieła. „Lalka”, jak każde z dzieł Bolesława Prusa, napisana jest znakomitą polszczyzną. Książka już po śmierci autora była wielokrotnie wznawiana i po drobnych korektach stylistyczno gramatycznych po dziś dzień funkcjonuje w żelaznym kanonie literatury polskiej. Nic więc dziwnego, że Narodowe Centrum Kultury w tym roku wskazało tę powieść jako najodpowiedniejszą do czytania przez obywateli naszego kraju. Miejmy tylko nadzieję, że w przyszłym roku wybór dzieła do czytania przez Polaków będzie równie trafny jak wytypowane do tej pory tytuły: „Pana Tadeusza”, „Zemsty” oraz „Trylogii”.

Podziel się:


Ciechanowskie historie

KRUBIN

Obecnie jest to dość niezwykła część Ciechanowa, albowiem składa się z dwóch, stosunkowo oddalonych, części. „Prawdziwy” Krubin był jedną ze średniowiecznych wsi sąsiadujących z obszarem Ciechanowa. Najstarsza z odnalezionych informacji pochodzić miała z 1430 r. i tyczyła miejscowości Crobyno.

Data smutna, ale także i szczęśliwa

W tak wyjątkowym dniu jak dziś chciałbym opowiedzieć Państwu moją wyjątkową przygodę, która miała miejsce właśnie w dniu 1 września, było to w roku 2001. Mieszkałem i pracowałem wtedy w pięknym portowym mieście Gdyni. Wspólnie z kolegami z pracy stwierdziliśmy, że zrobimy coś szalonego i wybierzemy się z Gdyni na mecz reprezentacji Polski do Chorzowa.

Wincenty Krasiński – nie tylko ojciec Zygmunta – cz. III

Pierwszym teatrem zmagań polskich szwoleżerów z przeciwnikiem był Półwysep Iberyjski i udział w trwającej od 1808 nieprzerwanie do 1814 roku, wojnie domowej w Hiszpanii. Tutaj też swoje pierwsze rany odniósł Wincenty Krasiński. W Hiszpanii szwoleżerowie uczestniczyli w walkach z partyzantami, którzy sprzeciwiali się rządom Bonapartych w tym kraju. Napoleon po zmuszeniu do