Nie ma jak Lwów

Podziel się:

Każdy z nas ma listę miejsc, które chciałby odwiedzić w swoim życiu. Są na nich miejsca egzotyczne i historyczne, miejsca odległe jak i leżące tuż za rogiem. Ja również posiadam taką listę, od lat jedną z czołowych miejsc zajmował na niej Cmentarz Obrońców Lwowa we Lwowie, potocznie zwany Cmentarzem Orląt Lwowskich.

Cmentarz Obrońców Lwowa jest częścią składową Cmentarza Łyczakowskiego, spoczywa na nim znamienna liczba osób zasłużonych dla naszej kultury, a także historii: Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka, Artur Grottger, Józef Teodorowicz, Józef Kallenbach czy Konstanty Ordon. „Łyczakowska

Nekropolia” posiada status muzeum, wejście na nią jest płatne 20 hrywien ( stanowi to niespełna 3,50 zł ). Dzięki pochodzącym z biletów zyskom, cmentarz jest systematycznie gruntownie sprzątany oraz wiodące po nim alejki wykładane są kostką brukową. Prace te sprawiają, że poruszanie po cmentarzu odbywa się bez problemów, dodatkowo droga wiodąca do naszych „Orląt” jest dokładnie wyznaczona strzałkami i nie sposób z niej zboczyć. Nie będę w tym miejscu opowiadał historii powstania cmentarza Orląt i przyczyn z jakich doszło do złożenia najwyższej z ofiar w imię Ojczyzny, przez mieszkających we Lwowie Polaków, w obronie ich ukochanego miasta, bo nie o to w tym artykule chodzi. Swoją „pielgrzymkę” na Łyczaków oraz kwaterę „Orląt” odbyłem w celu oddania im hołdu i przemierzenia tego cmentarza w zadumie nad okrutnym losem miasta jakim jest Lwów, miasta które w połowie XIV wieku stało się polskim miastem i nim było, aż do zakończenia II wojny światowej.

Polskość Lwowa widać na każdym kroku i mimo tytanicznego wysiłku ZSRR oraz Ukrainy, Polskości Lwowa nie da się nigdy zatrzeć. Obecni decydenci tego miasta nigdy nie złamią jego ducha, kolejne pomniki „pseudo-bohaterów” pokroju Bandery i jego bojowców czy też Chmielnickiego nie uczynią z jednego z najbardziej zasłużonych dla polskiej historii, nauki oraz kultury miast, miasta przygranicznego leżącego na zachodniej Ukrainie. Dewizą Lwowa jest łacińskie zawołanie – Semper Fidelis ( Zawsze Wierny ) – nadane miastu przez papieża Aleksandra VII w 1658. Niech ta dewiza pozostanie pewnego rodzaju wyznacznikiem postępowania oraz zachowania się „lwowiaków” w momentach wymagających podejmowania kluczowych decyzji. Stąd moja obecność na Cmentarzu Obrońców Lwowa i oddanie im należytego hołdu była moim obowiązkiem. Miejsce wiecznego spoczynku obrońców Lwowa składa się z kilku części. Do najważniejszych z nich zaliczamy kaplicę stojącą na najwyższym punkcie wzniesienia ( podczas naszej wizyty odbywały się w niej prace konserwatorskie ), katakumb położonych, również w części górnej nekropolii, kwater z mogiłami żołnierzy walczących w walkach ukraińsko-polskich w latach 1918-1920, mogiły Pięciu Nieznanych Obrońców z Persenkówki, a także monumentalnego Pomnika Chwały. Dodatkowo, miejsce spoczynku znaleźli tutaj żołnierze amerykańcy ( lotnicy ) oraz francuscy ( piechota ) uczestniczący w walkach w latach 1918 – 1920 z Ukraińcami, a także Rosjanami po stronie polskiej. Pochowani zostali oni w wydzielonych kwaterach, a groby ich zwieńczone zostały pomnikami lotnika i piechura oraz napisami odpowiednio w języku polskim i angielskim, a także polskim oraz francuskim.

W okresie 1939 – 1989 władze ZSRR pozwoliły na nagminne niszczenie kwater, w których spoczywali polscy patrioci, na początku lat siedemdziesiątych za cichą zgodą władz naczelnych w Moskwie a także lokalnych decydentów czołgi czerwonoarmistów zniszczyły kolumnadę otaczającą Pomnik Chwały, a także próbowały zburzyć sam pomnik. Niestety na ich nieszczęście międzywojenni budowniczowie przyłożyli się do swojej pracy i sowieckim czołgistom udało się jedynie z lekka ukruszyć podstawy pomnika, ślady te pozostały po dziś dzień i stanowią niejako „symbol” braterstwa broni między polskimi a radzieckim żołnierzami. Po roku 1989 i wdrażaniu haseł „pierestrojki” pracownicy polskiej firmy Energopol ( zajmującej się wznoszeniem różnego rodzaju zakładów przemysłowych na terenie Ukraińskiej SRR ), zaczęli w sposób półlegalny porządkowanie terenu cmentarza Orląt. Z czasem ponownie zaczęły funkcjonować katakumby oraz kaplica.

W chwili powołania do życia „wolnej” Ukrainy, władze państwowe oraz lokalne Lwowa zaczęły piętrzyć kolejne problemy dotyczące odbudowy cmentarza, zapominając przy okazji, że międzynarodowe prawo dotyczące cmentarzy wojskowych obowiązuje na całym świecie, a jedynie w krajach dawnego ZSRR jakoś nie sposób go przestrzegać. Cmentarz Orląt Lwowskich dla większości „decydentów oraz polityków” we Lwowie jak i w Kijowie był symbolem „polskiego militaryzmu”. A znajdujące się na nim symbole takie jak szczerbiec, orzeł czy też lwy były zbyt kontrowersyjne dla potomków ludzi, których ojcowie w imię niepodległej Ukrainy mordowali siekierami i widłami swoich sąsiadów Polaków, Rosjan, Ormian i Żydów.

Ten prymitywny pełen kompleksów patriotyzm, zero jedynkowy sposób postrzegania świata u Ukraińców widać po dziś dzień. Mimo oficjalnego otwarcia „Cmentarza Orląt” 24 czerwca 2005 roku przez prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego oraz prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę, Rada Miasta Lwów systematycznie podejmuje uchwały o zmianie napisów widniejących na tablicach pamiątkowych, a także notorycznie zmienia informacje na strzałkach prowadzących do polskich kwater wypisując na nich sformułowania „Polskie Pochowania Wojskowe lat 1918 – 1920” ( jakby to było dla nich problemem, przyznanie się do tego, że w latach 1918 – 1920 w Lwowie i jego okolicach trwała regularna wojna polsko – ukraińska ). Na szczęście w chwili obecnej kwatery „Orląt” są w stanie bardzo dobrym, nad ich konserwacją oraz opieką czuwają Polacy mieszkający we Lwowie, a także przedstawicie organizacji kresowych i kombatanckich. W chwili gdy przebywaliśmy na cmentarzu prace trwały remontowe w Kaplicy, dodatkowo dyskretnie po cmentarzu przemieszczały się osoby dbające o czystość mogił, a także podcinające trawę między kwaterami. Tak wygląda dzisiejszy Lwów, który z tętniącego niegdyś miasta polskiej inteligencji i elity kulturalnej stał się miastem nastawionym na obsługę ruchu turystycznego oraz wyprzedaż gadżetów w sklepach dla turystów.

Rafał Wróblewski

P.S. W najbliższym czasie postaram się przedstawić więcej moich „osobistych” spostrzeżeń jak i przemyśleń z objazdu naukowego po południowo wschodniej Polsce jak i Lwowie, który odbyłem wraz z dyrektorem Muzeum Romantyzmu w Opinogórze Romanem F. Kochanowiczem oraz pracownikami merytorycznymi naszej placówki.

Podziel się:


(…) szare zimne kadry (…)

Mało rzeczy pochłania mnie tak bezgranicznie jak muzyka, historia, film i … muzea. Połączenie tej czwórki w życiu codziennym wydaje się niemożliwe, ale jednak. Wyjątki czasami się zdarzają. Dziś pozwolę sobie Państwu przedstawić Odrazę.

Ciechanowskie historie

GOSTKÓW a właściwie Gostkowo

Potocznie w Ciechanowie stosowana nazwa Gostków, na oznaczenie jednej z części miasta, jest stosunkowo nowa, albowiem od wieków (jeszcze w 1971 r.) było to Gostkowo. Od razu zaznaczmy, że stwarza to poważne problemy w badaniu średniowiecznej historii tej miejscowości gdyż są w regionie inne Gostkowa, w tym jeden całkiem blisko, a tym samym nie zawsze wiadomo o którą wieś chodzi.

Ciechanowskie historie

SZCZURZYNEK

Nieco bardziej orientujący się w topografii Ciechanowa wie, że istnieje ulica o tej nazwie, ale już niewielu pamięta iż była to oddzielna miejscowość. Stanowiła jeden z przestrzennych efektów rozwoju i zmian Ciechanowa w okresie kapitalizmu, a więc jej metryka nie może być dawna.