Nim wstanie dzień … nad Odrą i Bałtykiem

Podziel się:

Na początku maja br. w warszawskim Muzeum Niepodległości otwarta została wystawa zatytułowana „Powrót nad Odrę i Bałtyk”. Przedstawia ona ponad siedemdziesiąt plakatów pochodzących ze zbiorów tej stołecznej placówki.

Skąd taki temat i ten zbiór plakatów w Muzeum Niepodległości? Słowem przypomnienia pozwolę sobie na małą dygresję historyczną. W tym roku Muzeum Niepodległości w Warszawie obchodziło, jubileusz dwudziestopięciolecia. Tak, Muzeum to powstało w 1990 roku, ale de facto istniało już dużo, dużo wcześniej. Do końca 1989 roku funkcjonowało ono jako Muzeum Lenina. W Pałacu Przebendowskich – Radziwiłłów (będącym siedzibą Muzeum Niepodległości) od 1955 roku do końca 1989 roku, działała placówka mająca upamiętniać postać wodza rewolucji październikowej. Wśród wszelkiej maści eksponatów znajdujących się w zbiorach tego muzeum, odnaleźć można było ponad 9000 plakatów, w większości były to prace o tematyce propagandowej, wojennej, jednak duża część z nich to plakaty o tematyce związanej z odzyskaniem ziem zachodnich przez państwo polskie po maju 1945 roku.
Z tych właśnie zbiorów mogła powstać wystawa „Powrót nad Odrę i Bałtyk”. Prezentowana w sali balowej Pałacu wystawa jest dziełem trzech kuratorów: Jana Engelgarda, Andrzeja Koteckiego oraz Emila Noińskiego. Dokonali oni kwerendy zasobu magazynowego placówki i zaprezentowali siedemdziesiąt dwie prace będące najbardziej reprezentatywną wizytówką zbiorów Muzeum Niepodległości, a także polskiej szkoły plakatu. Szkoły, która w okresie PRL święciła swoje największe tryumfy. Nic więc dziwnego, że na wystawie tej odnajdziemy prace: Eryka Lipińskiego, Wiktora Górki, Wojciecha Zamecznika, Tadeusza Jodłowskiego czy też Tadeusza Ciałowicza. Prace te mają za zadanie przypomnienie polskości „Ziem Odzyskanych”. Uświadomienie faktu, że w czasach dynastii Piastów Pomorze Zachodnie, Ziemia Lubuska czy też Dolny Śląsk były terenami rdzennie polskimi, słowiańskimi, na których swobodnie posługiwano się mową polską. Na skutek podziału dzielnicowego, a następnie agresywnego osadnictwa niemieckiego tereny te utraciły kontakt z Rzeczpospolitą.
Dopiero ponowne, na nowo zdefiniowane, granice podziału Europy ustalone przez światowe mocarstwa podczas konferencji pokojowej w Poczdamie, przywróciły Polskę ponownie nad Odrę oraz Bałtyk. Ziemie Zachodnie były rekompensatą za utracone Kresy Wschodnie, zamiast Lwowa czy Wilna otrzymaliśmy Wrocław, Szczecin czy Jelenią Górę. W miastach tych na odległych dla ówczesnych obywateli naszego kraju zachodnich rubieżach, znaleźli się przesiedleńcy z kresów wschodnich. W taki sposób ówczesne władze dokonały włączenia do państwa polskiego nowych nabytków terytorialnych. Ciężki trud życia codziennego, wyzwania stawiane przed zamieszkującymi te tereny obywatelami oraz słowiański rodowód tych terenów pokazane są właśnie na plakatach, które mamy możliwość oglądania w Muzeum Niepodległości.
Dość spora grupa prezentowanych prac odnosi się do tematów związanych z kolejnymi rocznicami „powrotu ziem zachodnich i północnych do macierzy”. Na plakatach tych cyklicznie powracającym elementem jest orzeł, na początku jeszcze piastowski, lecz wraz z upływem czasu staje się on coraz bardziej podobny do naszego narodowego godła. W podobny sposób Śląsk, Pomorze Zachodnie czy też Ziemia Lubuska stawały się dla kolejnych pokoleń żyjących w PRL, naszymi terenami, a nie oddalonymi od centrum Polski dzikimi i niebezpiecznymi „kresami zachodnimi”.
Wspaniałym nawiązaniem właśnie do tych „kresów zachodnich” (oczywiście oprócz plakatów) jest wiersz Agnieszki Osieckiej „Nim wstanie dzień”, napisany na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu „Prawo i pięść”:
Ze świata czterech stron,
z jarzębinowych dróg,
gdzie las spalony,
wiatr zmęczony,
noc i front,
gdzie nie zebrany plon,
gdzie poczerniały głóg,
wstaje dzień.

Słońce przytuli nas do swych rąk.
I spójrz: ziemia ciężka od krwi,
znowu urodzi nam zboża łan,
złoty kurz.

Przyjmą kobiety nas pod swój dach.
I spójrz: będą śmiać się przez łzy.
Znowu do tańca ktoś zagra nam.
Może już

za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś.
Za noc, za dzień
doczekasz się
wstanie świt.

Chleby upieką się w piecach nam.
I spójrz: tam gdzie tylko był dym,
kwiatem zabliźni się wojny ślad,
barwą róż.
Dzieci urodzą się nowe nam.
I spójrz: będą śmiać się, że my
znów wspominamy ten podły czas,
porę burz.

Za dzień, za dwa,
za noc, za trzy,
choć nie dziś,
za noc, za dzień,
doczekasz się,
wstanie świt.
Wiersz ten otwiera katalog stworzony przez autorów wystawy. Odnajdziemy w nim prócz prezentacji wszystkich plakatów wchodzących w skład wystawy, wprowadzenie autorstwa kuratorów ekspozycji, a także dr Tadeusza Skoczka, dyrektora Muzeum Niepodległości.
„Prawo i pięść” to klasyczny przykład tzw. polskiego westernu, gatunku filmowego opowiadającego o zmaganiach osamotnionego bohatera z otaczającym go złem. W tym akurat przypadku, obraz będący dziełem Jerzego Hoffmana oraz Edwarda Skórzewskiego, opowiada historię Andrzeja Keniga (genialna kreacja Gustawa Holoubka), który prowadzi nierówną walkę z szabrownikami oraz fałszywymi sojusznikami na terenie uzdrowiska Graustadt (Siwowo). Produkcja ta jest świetnym wprowadzeniem w tematykę wystawy prezentowanej w Pałacu Przebendowskich – Radziwiłłów i serdecznie zachęcam do obejrzenia jej w wolnej chwili, a także do odwiedzenia, warszawskiego Muzeum Niepodległości i zapoznania się z wystawą „Powrót nad Bałtyk i Odrę”. Warszawa nie jest aż tak daleko położona od naszego Ciechanowa, a dodatkowo placówka, w której prezentowana jest opisywana przeze mnie wystawa leży w samym centrum stolicy, w pobliżu Placu Bankowego oraz stacji metra Ratusz – Arsenał.
Rafał Wróblewski

Podziel się:


Ciechanowskie historie

KRUBIN

Obecnie jest to dość niezwykła część Ciechanowa, albowiem składa się z dwóch, stosunkowo oddalonych, części. „Prawdziwy” Krubin był jedną ze średniowiecznych wsi sąsiadujących z obszarem Ciechanowa. Najstarsza z odnalezionych informacji pochodzić miała z 1430 r. i tyczyła miejscowości Crobyno.

Spaceru po Lwowie ciąg dalszy …

Jednym z najpiękniejszych budynków we Lwowie jest utrzymany w eklektycznym stylu gmach Opery Lwowskiej. Lwowski „dom muz” powstał w trzy lata i oficjalne został otwarty w 1900 roku. Robi on ogromne wrażenie zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Mimo upływu wielu lat gmach ten w niczym nie stracił ze swojego pierwotnego blasku.

Ikona, wzór … semper fidelis

Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego według części historyków (szczególnie angielskich i francuskich) jest czymś najlepszym co mogło go spotkać. Bardzo ciężko mi, jako Polakowi przychodzi, czytać takie słowa, jednak z drugiej strony nie sposób się z nimi nie zgodzić. Poniatowski był jednym z nielicznych „marszałków” napoleońskich, którzy zginęli w boju co stawia