Ocalone od zagłady i zapomnienia

Podziel się:
Pogrzeb św. Odilona

Mój ostatni tekst dotyczący Lwowa, chciałbym poświęcić świątyniom znajdującym się w tym mieście. Lwów, z racji swojego położenia, był jednym z najbardziej wysuniętych na Wschód silnych i licznych skupisk wyznawców wiary rzymsko-katolickiej.

Oczywiście były ośrodki, czy nawet biskupstwa wysunięte jeszcze bardziej na Wschód, jednak były one jedynie „zielonymi wyspami” otoczonymi zewsząd wyznawcami prawosławia. We Lwowie te proporcje były w miarę jeszcze równe. Jednak wliczając reprezentantów Kościoła unickiego jako podporządkowanych papieżowi w Watykanie, to szala zdecydowanie przychylała się na stronę Kościoła katolickiego. Wszystko to wszystko uległo jednak zdecydowanej zmianie w momencie utraty przez Rzeczpospolitą kontroli nad miastem i terenami późniejszej Galicji.
Postępowanie wydawałoby się „katolickich” władców jakimi byli rządzący z Wiednia tymi terenami Habsburgowie, było zdecydowanie stronnicze i ukierunkowane tylko w jedną stronę. Ich głównym celem, stało się zmarginalizowanie Polaków oraz wzmocnienie tzw. narodowego żywiołu ukraińskiego. Ukraińcy byli grupą etniczną w porównaniu z Polakami, zdecydowanie słabiej wyedukowaną, mniej inteligentną, a nade wszystko wywodzącą się z niższych warstw społecznych niż Polacy. Dodatkowo Ukraińcy byli „ciemiężeni” przez polskich Panów w dobie istnienia I Rzeczypospolitej.
Tzw. „kasata józefińska” czyli zamykanie kościołów oraz klasztorów, które nie prowadziły szkół oraz nie zajmowały się opieką nad chorymi, była decyzją ukierunkowana bezpośrednio w polski Kościół katolicki. Na terenie Galicji zamknięto więc bardzo duża liczbę kościołów oraz zgromadzeń zakonnych. Dawne świątynie sekularyzowano, tworząc w nich państwowe szkoły lub też seminaria duchowne. Ze środków pochodzących ze sprzedaży kościelnych budynków oraz majątków kościelnych stworzono specjalny fundusz religijny, z którego wypłacano „wynagrodzenie” dla pozostałych na swoich probostwach księży.
Krótki okres istnienia II Rzeczypospolitej zbytnio nie poprawił zaistniałej sytuacji, a dodatkowo rozbudzony ukraiński nacjonalizm, nie wpływał na bezbolesne rozwiązanie spraw duchowych. To co wydarzyło się po 1944 roku, w większości czytelników tego tekstu jest już chyba znane z lekcji historii. Kościoły katolickie na terenie Ukraińskiej SRR, stawały się miejscem najróżniejszej działalności: kulturalnej, gospodarczej czy też budowlanej. W licznych świątyniach powstawały: muzea ateizmu, magazyny środków chemicznych czy też nawozów. Ogromnym szczęściem dla niektórych wcześniejszych miejsc kultu było przemienienie ich w składy muzealne bądź też składnice książek (taki, szczęśliwy los spotkał kościół św. Piotra i Pawła) w innych schronienie odnalazły obrazy pochodzące z magazynów Lwowskiej Galerii Obrazów (katedra ormiańska).
Jak w każdej historii są też i wyjątki od reguły, taki wyjątkowy los spotkał szczególnie ważną dla wszystkich Polaków, lwowską katedrę. Katedrę Łacińską (bazylikę archikatedralną Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny) tą właśnie budowle w której swoje śluby 1 kwietnia 1656 roku składał król Jan Kazimierz Waza. Tu przed ołtarzem Matki Bożej Łaskawej, którą nazwał Królową Korony Polskiej przysięgał, że poprawi on sytuację chłopów oraz mieszczan, kiedy kraj zostanie uwolniony spod szwedzkiej okupacji (ostry sprzeciw, szlacheckiej braci sprawił, że przysięga ta nigdy nie weszła w życie, a król Jan Kazimierz abdykował). Lwowską Katedrę, w czasie wizyty w 2001 roku, odwiedził papież Jan Paweł II.
Katedra jest wspaniałą okazałą budowlą, przebywając w niej czuje się jej dostojeństwo i majestat. Ogromne wrażenie na mnie wywarł monumentalny, bogaty, barokowy ołtarz. Wpadające do niej światło, rozświetla liczne okazałe witraże, będące owocem pracy takich artystów jak: Tadeusz Popiel, Józef Mehoffer czy Stanisław Batowski. W samej katedrze jak i na murach zewnętrznych odnajdziemy bardzo dużą ilość tablic pamiątkowych poświęconych osobom związanym z tą świątynią jak i wmurowywanym z okazji rocznic. Rzeczą, jak dla mnie, zadziwiającą jest fakt, że mimo tego, iż znajdujące się na nich napisy wykonane były w języku polskim, nikomu to jakoś nie przeszkadzało i pozostały one na swoich miejscach po dziś dzień. Nikt ich nie zdemontował, zniszczył. W takim Wilnie byłoby to nie do pomyślenia. Mimo całej „nienawiści” istniejącej między Ukraińcami a Polakami, ci pierwsi nigdy nie zdecydowali byś się na niszczenie rzeczy, znajdujących się na zewnętrznych ścianach bądź też we wnętrzu kościoła.
Drugą katedrą, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, była wspomniana już powyżej katedra ormiańska. Po roku 1944 znajdujący się w Lwowie Ormianie, zostali przez władze, ówczesnego ZSRR zmuszeni do „przeprowadzki” do Polski. Dopiero w 2000 roku, władze Lwowa zdecydowały się na przekazanie tej świątyni jej prawowitym właścicielom.
Budowla ta jest wyjątkowa z kilku względów. Po pierwsze zdobią ja wyjątkowej urody oryginalne freski z XV i XVI wieku, a także malowidła utrzymane w ormiańskim klimacie autorstwa Jana Henryka Rosena powstałe w latach dwudziestych XX wieku. Jego prace są bardzo symboliczne i nie sposób w kilku słowach je opisać, na mnie ogromne wrażenie wywarła scena figuralna zatytułowana „Pogrzeb św. Odilona”. Po drugie wyjątkowe jest także otoczenie katedry, w jej pobliżu znajdują się dawny cmentarz ormiański, klasztor benedyktynek, a także pałac biskupi. Wszystkie te elementy składają się w zamkniętą całość powoli podnoszącą się z kolan. Niebagatelną rolę odgrywają tu polscy konserwatorzy przywracający do ponownego życia zniszczone artefakty, a także polscy turyści, którzy swoimi datkami wspomagają skarbonkę wystawioną we wnętrzu świątyni.
Trzecim i ostatnim opisywanym przeze mnie kościołem, jest kościół świętego Piotra i Pawła. Świątynia w tym momencie pełni funkcję kościoła garnizonowego dla Lwowskiego Okręgu Wojskowego. Kościół ten powstawał z założenia jako reprezentacyjna świątynia dla zakonu jezuitów. Stąd też w samej jego fasadzie oraz we wnętrzu widzimy liczne nawiązania do klasycznych dla tego zakonu budowli w Rzymie, Krakowie czy też w Warszawie.
Moją szczególną uwagę w tej świątyni zwrócił ołtarz główny, utrzymany w barokowym stylu z umieszczonymi na nim figurami czołowych reprezentantów zakonu jezuitów: Stanisława Kostki, Ignacego Loyoli, Franciszka Ksawerego oraz Alojzego Gonzagi. Rzeczą, która jednak najbardziej mnie zadziwiła w tej budowli, była droga krzyżowa. Nie wyróżniała się ona niczym szczególnym w wartości artystycznej, wyróżniała ją natomiast warstwa językowa, opisy wszystkich stacji nie były w języku ukraińskim czy też łacińskim, a w języku polskim. Przypomnę tylko, że kościół ten nie był już polskim kościołem, a kościołem pozostającym w gestii grecko-katolickiej cerkwi podległej jednak papieżowi w Watykanie. Kolejny i nie ostatni paradoks, jaki żyje po dziś dzień w Lwowie.
Na tym chciałbym zakończyć moje teksty dotyczące Lwowa. Wszystkich czytelników „Tygodnika Ilustrowanego” gorąco chciałbym zachęcić do odwiedzenia tego pięknego i wyjątkowego miasta. Miasta, które na zawsze pozostanie wiernym polskiej tradycji oraz swoim polskim korzeniom.

Podziel się:


ALEKSANDRÓWKA

Nie chodzi tu o dzisiejsze osiedle mieszkaniowe, a o niegdysiejszą wieś, której zabudowa znajdowała się w południowej części dzisiejszej ul. Witosa (do ul. Rzeczkowskiej). Wydaje się, że pierwotnie były tu pola należące do ciechanowskiego klasztoru OO. Augustianów.

Ważne dla świadomości współczesnych. Prof. Szwagrzyk o ekshumacjach

Gościem styczniowego spotkania w ciechanowskim Klubie „Gazety Polskiej” był znany polski historyk dr hab. Krzysztof Szwagrzyk – profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu i pełnomocnik Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego – kierujący pracami ekshumacyjno-identyfikacyjnymi na terenie całego kraju, m.in. w

Historie ciechanowskie

KARGOSZYNEK

Kolejna z młodszych miejscowości, składających się na dzisiejszy Ciechanów. Słownik Geograficzny donosił, że folwark w Kargoszynie (mający 900 mórg) rozparcelowano w 1866 r. sprzedając ziemię dla 22 osadników. Nie jest to jednak do końca prawda, albowiem istnieje mapa parcelacyjna Kargoszynka, dowodząca, że w 1864 r. wydzielono tu 7 gospodarstw (każde na trzech polach), a