(…) szare zimne kadry (…)

Podziel się:

Mało rzeczy pochłania mnie tak bezgranicznie jak muzyka, historia, film i … muzea. Połączenie tej czwórki w życiu codziennym wydaje się niemożliwe, ale jednak. Wyjątki czasami się zdarzają. Dziś pozwolę sobie Państwu przedstawić Odrazę.

Odraza jest stosunkowo młodym projektem funkcjonującym na krajowym rynku muzycznym, w 2014 roku nakładem (wszechpotężnej) Arachnophobia Records ukazał się debiutancki krążek tej formacji, zatytułowany „Esperalem tkane”. Przyniósł on znakomitą mieszankę rasowego post black metalu, energetycznie wspomaganego dzikością punk rocka, jazzującym feelingem czy też żelbetonową ścianą dźwięków sludge metalu. „Esperalem tkane” jest wyjątkowym produktem. Produktem, w którym muzyka jak i teksy są na tym samym poziomie. Dawno nie dane mi było usłyszeć płyty tak spójnej. Słuchając takich kompozycji jak „Próg”, „Wielki Mizogin” czy w końcu tytułowy „Esperalem tkane” mam nieodparte wrażenie, że Odraza to projekt przesiąknięty polskością w każdym najmniejszym elemencie twórczym. Poczynając od nazwy projektu, a kończąc na bijącej od zapachu „Kwiatów Polskich” Tuwima (piwonii i petunii) okładki płyty.
Wiadomość o wydaniu przez Odrazę nowego materiału dotarła do mnie w połowie tegorocznych wakacji. Zakładałem, że będziemy mieli po raz kolejny do czynienia z materiałem osadzonym w podobnej stylistyce co debiut, Kraków (miasto rodzinne zespołu) dla większości Polaków kojarzy się jako główna siedziba naszej najlepszej krajowej bohemy artystycznej. Zespół jednak postanowił iść mocno pod prąd, po pierwsze materiał na nowy materiał był zapisem koncertu (jak to? Odraza z założenia była projektem tylko i wyłącznie studyjnym !!!). Koncertu, który dodatkowo miał miejsce w Muzeum, a dokładnie w Fabryce Emalii Oskara Schindlera w Krakowie. Fabryka ta jest samodzielną wydzieloną placówką Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Po drugie „Kir” (tak nazywa się najnowszy mcd, nagrany przez zespół) jest materiałem w zupełności pozbawionym wokaliz ! Odraza bez tekstów to jak Krakowski Rynek bez hejnału o godzinie dwunastej oraz sprzedawanych na każdym rogu precli. W końcu odejście od alkoholiczno-wielkomiejskiej konwencji muzyki, na rzecz ekstremalnej muzyki ilustracyjnej, to już było jak na mnie za dużo. Postanowiłem skontaktować się z wydawcą tego materiału, zasięgnąć u niego języka, a następnie delikatnie przepytać sam zespół. Poniżej prezentuję Państwu taką mini rozmowę z Odrazą, aby mogli Państwo poczuć co czuli twórcy tego wyjątkowego wydawnictwa.

Z czyjej strony wyszedł pomysł współpracy Odrazy z Fabryką Emalii Oskara Schindlera?
Pomysł współpracy narodził się w ramach relacji koleżeńskiej – znajomy zespołu pracujący jednocześnie w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa powiadomił nas, że instytucja ta poszukuje projektu muzycznego z zakresu eksperymentu/ekstremy do zilustrowania filmu zarejestrowanego przez Tadeusza Franiszyna. Początkowo to nie Odraza miała ów występ uskutecznić, jednak w związku z nie dyspozycyjnością innej formacji temat powrócił na wokandę. Godziny spędzane w sali prób z reguły w naszym wypadku upływają pod znakiem odpływania w trans przy motorycznych i jednostajnych riffach (co w gruncie rzeczy ma niewiele wspólnego z kształtem naszego debiutu). Uznaliśmy tym samym, że zaplecze muzyczne jest bogate, zaczęliśmy komponować, kształt utworu dopełnili dwaj sesyjni muzycy.

Jak dla mnie pomysł zestawienia Waszej wizji black metalu z wizualizacją dotyczącego KL Plaszow jest czymś wyjątkowym i niespotykanym. Jakie emocje towarzyszyły Wam podczas pracy nad oprawą muzyczną do tego projektu?

Przy pracy nad debiutem opieraliśmy się na własnych doświadczeniach, ulice wielkiego miasta są nam z oczywistych względów bliższe niż realia obozowe. Projekt „płaszowski” u swojego zarania opierać się musiał tym samym na empatii i zdolności wczucia się w pozycję osoby, która stała się rzeczą w rzeczywistości masowej i metodycznej eksterminacji. Wspieraliśmy się literaturą, filmem, a ponadto wizytami na terenie dawnego obozu. Z perspektywy bardzo krytycznie rozpatruję efekt swojej próby wcielenia. Kilka miesięcy po występie dociera do mnie, że rzeczywistość, którą ujęliśmy przy pomocy muzyki jest bardzo mocno okrojona i opisywana przez pryzmat tendencyjnego postrzegania życia w obozie koncentracyjnym. Trudno oczywiście doszukiwać się jakichkolwiek atutów takiego życia, jednak ostatecznie w obozach tych byli normalni ludzie, którzy pomimo kaźni potrafili zapewne znaleźć drobne codzienne radości, śmiali się – świat, w którym przyszło im żyć należało przecież jakoś sprowadzić do normalności. Do tej pory nie mam pojęcia, jak należałoby ująć taką codzienność obozową – pozbawioną powagi i zmarszczonego czoła, a lekko znieczuloną. Co udało się natomiast uzyskać? Zależało nam na odnalezieniu wspólnego języka z archiwalnymi ujęciami – uważam tą korespondencję za udaną. Szare i zimne kadry były wyjątkowo wdzięcznym obiektem inspiracji. Życie w obozie ujęliśmy jako szereg szarych, płaskich i nieistotnych dni, gdy odległość ciała do martwej ziemi odczuwalna jest w stopniu zupełnie innym niż dla współczesnego Europejczyka. Zimna i bezlitosna motoryka przywodząca na myśl społeczeństwo Metropolis znajduje rozwiązanie w chwilowej melancholii, by po chwili powrócić na kruszące tory. W związku z napiętym terminarzem przygotowań, w pełni odczułem zaangażowane pokłady emocji dopiero podczas samego występu oraz później, podczas procesu postprodukcji.

Z jakim odbiorem spotkała się Wasza muzyka? Czy zamierzacie dalej iść tą drogą i na stałe zacząć współpracę z Fabryką Emalii Oskara Schindlera?
Oceniam projekt jako udany, spotkaliśmy się z pozytywnym odbiorem występu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z dotychczasowej współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, nie planujemy jednak wznawiania jej w ramach konceptu „Kir”. Nie jest natomiast wykluczone, że współpraca na zupełnie nowej płaszczyźnie kiedyś jeszcze zaistnieje.

Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie tego materiału w formie mcd zatytuowanego „Kir”?
Kompozycja oraz jej wykonanie zadowalają nas. Dla formacji, która nie uskutecznia koncertów tego typu wydawnictwo ma charakter wyjątkowy; mowa tu zarówno o okolicznościach, jak i o fakcie, że jest to niepublikowany wcześniej, dedykowany utwór, zagrany i zarejestrowany podczas niepowtarzalnego koncertu.

Muzycznie „Kir” różni się dość zasadniczo od „Esperalem tkane”. Nie sposób porównywać tych dwóch krążków. Na debiucie czujemy mroczny klimat zakamarków wielkiego miasta. Natomiast „Kir” jest jakby wyalienowanym wydawnictwem, składającym się z jednej bardzo mocno rozbudowanej kompozycji. Czuć odhumanizowanie tej muzyki, drzemiące w niej pierwotne, dzikie instynkty oraz niesłychanie mocny krzyk rozpaczy. Rozpaczy za utraconą wolnością. Odraza w przypadku tego materiału przyodziała strój tapera, pianino zamieniła na typowe dla zespołów metalowych instrumentarium i jako tło niemego filmu postawiła ścianę dźwięków utworzoną z emocji, lęków oraz obaw. Te ludzkie obawy moim zdaniem doskonale uzupełniają czarno – białe klatki filmu pokazujące straszne oblicze KL Plaszow.

Podziel się:


Wincenty Krasiński – nie tylko ojciec Zygmunta – cz. VI

7 kwietnia 1814 r. odbyła się ostatnia rewia pełnego I Pułku Szwoleżerów Gwardii przed Napoleonem I. Następnego dnia Cesarz zwolnił z przysięgi wierności oraz służby polskich kawalerzystów. W taki sposób po siedmiu latach służby u boku Bonaparte lekkokonni zakończyli swoją wielką przygodę.

Kolejni Niezłomni przywróceni rodzinom i nam…

1 marca w Narodowe Święto Pamięci Żołnierzy Wyklętych rodziny pięciorga żołnierzy niepodległościowego podziemia – ofiar komunistycznego terroru odebrały, na uroczystości w Pałacu Prezydenckim, noty identyfikacyjne swych ekshumowanych wcześniej krewnych: Mariana Kaczmarka, Józefa Kozłowskiego, Stanisława Kutryba, Edwarda Pytko i Danuty Siedzikówny – słynnej Inki.

Wincenty Krasiński nie tylko ojciec Zygmunta – część I

Wincenty Krasiński to nie tylko ojciec naszego trzeciego wieszcza Zygmunta Krasińskiego, ale również żołnierz mający w swoim życiorysie wiele chwalebnych kart zapisanych podczas służby u boku Cesarza Francuzów Napoleona I Bonaparte. W kilku najbliższych numerach Tygodnika Ilustrowanego postaram się Państwu przybliżyć jego postać, a także jego dokonania.