Wincenty Krasiński – nie tylko ojciec Zygmunta – cz. V

Podziel się:

Rok 1813 był bardzo wyjątkowym w życiu Wincentego Krasińskiego. Od samego początku aż do końca poświęcony był zmaganiom z coraz bardziej liczną koalicją antynapoleońską, a także z coraz bardziej szerzącym się defetyzmem w szeregach pułkowych. W tym roku po raz pierwszy załamał się duch pułku i część z lekkokonnych porzuciła służbę lub też świadomie zdezerterowała. Jednak Wincenty Krasiński wciąż wierzył w szczęśliwą gwiazdę Napoleona i mimo kolejnych niepowodzeń trwał u jego boku.

Po kampanii moskiewskiej 1812 roku kawaleria Wielkiej Armii nie prezentowała się już tak okazale jak wcześniej. Hekatomba, która dotknęła pułki francuskiej lekkiej i ciężkiej kawalerii spowodowała, że część obowiązków kawalerii liniowej przejęła na swoje barki kawaleria gwardii. Wśród niej prym wiedli polscy lekkokonni – lansjerzy. Uczestniczyli oni w większości bitew kampanii 1813 roku, doskonale wywiązując się z powierzonych im obowiązków.
Powróćmy jeszcze na chwilę do sprawy koni. Tę kwestię doskonale obrazuje list generała Nansouty, dowódcy 1. Rezerwowego korpusu jazdy, do marszałka Murata, odpowiedzialnego z kawalerię podczas wyprawy 1812 r. : ”(…) nasze konie nie są patriotami, nasi ludzie walczą bez chleba, ale konie nie spełniają obowiązku bez owsa (…)”. Zdanie to w sposób znakomity pokazuje, że odpowiednia logistyka wielkich wypraw ma taki sam wpływ na sukces operacji jak odpowiednie umundurowanie oraz uzbrojenie wojska. Niestety Wielka Armia w 1812 r. nie była przygotowana do walki na wschodzie. Jedynie pułki polskie, a także część francuskich oraz niemieckich była odpowiednio wyekwipowana na tę wyprawę.
W czasie działań roku 1813 szwoleżerowie uczestniczyli w szeregu bitew, m.in. pod Reichenbach, Lipskiem czy też Hanau. W tej ostatniej Wincenty Krasiński utracił swojego najbliższego przyjaciela, skoligaconego z jego małżonką, księcia Dominika Radziwiłła. Książę Radziwiłł był XI ordynatem na Nieświeżu i Ołyce, człowiekiem bardzo wielkiej kultury, ale także znakomitym żołnierzem. Zyskał on bardzo szybko szacunek pośród kawalerzystów Księstwa Warszawskiego, dowodził 8 pułkiem ułanów księstwa, a także szwoleżerów gwardii, do której wstąpił po opuszczeniu pułku ułanów. Książę Radziwiłł podczas prowadzenia do szarży oficerów oraz szwoleżerów pułku został raniony w głowę kartaczem.
Bitwa pod Hanau stoczona w dniach 30-31 października 1813 r. była wyjątkową bitwą z kilku przyczyn. Po pierwsze wojska bawarskie będące aż do bitwy pod Lipskiem (16-19 październik 1813) sojusznikiem Napoleona, tuż przed lipską batalią zdradziły Napoleona i przeszły do obozu jego przeciwników. Po drugie, Wielka Armia (pod tym określeniem po roku 1812 rozumiemy siły główne Napoleona) po „bitwie narodów” pod Lipskiem była zdziesiątkowana i wycieńczona ciągłą walką. W czasie walki pod Hanau Napoleon zdecydował się rzucić do walki stojącą zawsze w rezerwie taktycznej w stosunku do Wielkiej Armii, Gwardię. Gwardziści w przeważającej części składali się ze starych wiarusów ogorzałych w słońcu podczas wczesnych walk Bonapartego jeszcze podczas kampanii we Włoszech czy też Egipcie. Walczyli oni sporadycznie, jednak siła uderzeniowa tych jednostek nie była porównywalna z siłą jednostek liniowych. Dodatkowo Gwardia od dawien dawna była spragniona walki, rzucenie więc tych doborowych oddziałów do bezpośredniej walki z oddziałami niedawnych sojuszników, którzy zdradzili ukochanego przez gwardyjskich wiarusów Cesarza, było jak spuszczenie z łańcucha wygłodniałego stada psów za kradnącym w ogrodzie jabłka młodocianym miłośnikiem cudzej własności.
Efekt był piorunujący, trzykrotnie liczniejsze wojska austriacko – bawarskie, zostały wprost zgniecione przez siły francusko – polskie. Widok pobojowiska oraz walczących w tej bitwie żołnierzy był straszny. W pamiętnikach szwoleżerowie oraz gwardziści wspominają tę bitwę jako jedną z największych jatek w dziejach wojen napoleońskich. Sztandar pułku szwoleżerów był tak poplamiony krwią, że tuż po zakończonej bitwie chorąży wraz z innymi szwoleżerami musiał go „prać” w przepływającej w sąsiedztwie pola bitwy rzece Men. Cel strategiczny czyli bezpiecznie dotarcie z terytoriów niemieckich na ziemię francuską został osiągnięty, wojska napoleońskie dotarły tam w początkach listopada.
W grudniu Krasiński, awansowany został na stopień generała dywizji. Powierzony mu został także obowiązek sformowania nowego polskiego oddziału zwiadowców konnych – eklererów. Z nowo powstałej jednostki oraz z 1 pułku szwoleżerów powołano dywizję polską, której dowódcą został Krasiński. W późniejszym czasie uczestniczyli oni jeszcze w kilkunastu zwycięskich potyczkach czy też bitwach tocznych już bezpośrednio na terenie Cesarstwa. W bitwie pod Montmirail w starciu z Prusakami oraz Rosjanami, szwoleżerowie przy bardzo niskich stratach własnych zdołali wziąć do niewoli kilkuset piechurów przeciwnika.
Bitwa ta jednak i pozostałe pokazała, że hart ducha jest bardzo silny w walczących ramię w ramię żołnierzach, jednak ich dowódcy już tacy ochoczy do walki za Napoleona Bonaparte nie byli. Po cichu prowadzili oni potajemne negocjacje z wodzami koalicji antynapoleońskiej. Działania te doprowadziły do podpisania przez Napoleona abdykacji. Zrzekał się on swojego tytułu Cesarza i na swoje miejsce wskazywał syna, Napoleona II.
Za tydzień przedstawię Państwu ostatni epizod historii Wincentego Krasińskiego jako dowódcy 1 pułku szwoleżerów gwardii Napoleona.

Rafał Wróblewski

Podziel się:


Pamiętają o polskich grobach

Po raz kolejny Narodowy Ciechanów zainicjował akcję porządkowania miejsc pamięci narodowej. Tym razem w sobotę 13 lutego zajęto się grobami Polaków pomordowanych przez niemieckich okupantów w Lesie Ościsłowskim k. Ciechanowa.

Ciechanowskie historie

PODZAMCZE

Bardzo młoda, ale już historyczna część dzisiejszego Ciechanowa. Trzeba jednak wiedzieć, że „pierwotne” Podzamcze to niewielka część tego co obecnie określamy tą nazwą. Powstało na obszarze parcelowanych po 1927 r. pól folwarku Gostkowo, które miały być dzielone dobrowolnie oraz drogą przymusowego wykupu.

Duma – nic więcej

Od listopada 2014, gdy ujadę się do Warszawy pociągiem Kolei Mazowieckich i wysiadam na Dworcu Gdańskim, każdorazowo wychodzę przed Dworzec i patrzę w kierunku Ronda Zgrupowania AK „Radosław”. Tam właśnie od 10 listopada 2014 strzeliście ku niebu wznosi się maszt, a na nim dumnie powiewa nasza biało-czerwona flaga.