Moja ostatnia wola, by na moim pogrzebie zagrali ukochani ułani

Podziel się:

Nie było i zapewne nie będzie w historii polskiego malarstwa takiego twórcy, który namalowałby większą ilość „ułanów” niż Wojciech Kossak. Biorąc pod uwagę falsyfikaty, a akurat ten Kossak nader często był podrabiany, to obrazami tymi spokojnie można by zapełnić kilkanaście placówek muzealnych.

29 lipca minęły dokładnie 73 lata od śmierci w Krakowie Wojciecha Horacego Kossaka. Jednego z najbardziej płodnych i kontrowersyjnych artystów polskich przełomu XIX i XX wieku. Wojciech Kossak urodził się w Paryżu 31 grudnia 1856 roku. Jego ojcem był jeden z najwybitniejszych w naszych dziejach akwarelistów Juliusz Kossak, a matką Zofia Gałczyńska. W tę samą noc, ale już kolejnego dnia czyli w Nowy Rok 1857, na świat przyszedł również młodszy brat bliźniak Wojciecha, Tadeusz. Wspomnę tutaj o dwóch interesujących faktach, być może nie znanych czytelnikom Tygodnika Ilustrowanego. Według obowiązującego w ówczesnej Francji Kodeksu Napoleona, z dwóch zrodzonych bliźniaków, starszym był ten, który urodził się jako drugi. W przypadku Wojciecha i Tadeusza Kossaków, mamy więc zabawną sytuację starszy, Tadeusz urodził się w 1857 roku, a młodszy Wojciech w 1856. Drugą ciekawostką dotyczącą Wojciecha, jest fakt że jego ojcem chrzestnym był znakomity francuski batalista Horacy Vernet, pochodzący z rodziny mającej ogromne malarskie tradycje i zasługi dla Francji.
Nie będę w tym tekście opisywał życiorysu oraz dorobku artystycznego Wojciecha Kossaka, bo zasadniczo każdy Polak zna jego obrazy (świadomie bądź też nie, ale zna). Tak, stwierdzam to w pełni odpowiedzialnie, bo dorobek artystyczny Wojciecha Kossaka nie tylko odnajdziemy w muzeach czy też galeriach malarskich, ale również i w podręcznikach szkolnych, w licznych artykułach, albumach, prasowych, a także w otaczającej nas rzeczywistości. Nie jeden z jego obrazów wykorzystywany jest w reklamach, lub też jako wielkoformatowy wydruk zdobi plandeki pewnej firmy produkującej naczepy/przyczepy do samochodów ciężarowych.
Wojciech Horacy Kossak był chyba jedynym polskim malarzem, który miał „zaszczyt” sprawować funkcję nadwornego malarza dwóch cesarzy austriackiego Franciszka Józefa II oraz niemieckiego Wilhelma II. W obu przypadkach, sam zrezygnował ze współpracy. Później wielokrotnie otrzymywał od nich propozycję, powrotu do tego lukratywnego zajęcia, jednak każdorazowo odmawiał. Nawet gdy w czasie pierwszej wojny światowej Kossak, podczas spaceru po krakowskim rynku „wpadł” na cesarza Wilhelma II z jego świtą, wtedy też odmówił ponownego angażu. W głowie miał już wtedy inne plany, a dodatkowo przywdziewał już mundur z polskim orzełkiem na otoku swojej oficerskiej czapki. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Kossak stał się monopolistą w kwestii przedstawiania marszałka Józefa Piłsudskiego na klaczy Kasztance. Nikt inny nie miał prawa do tego, aby taki obraz wykonać i nikt inny nie mógł ubiegać się u marszałka o zgodę na pozowanie na koniu. Nie muszę tłumaczyć, jak pożądanym obiektem w czasie dwudziestolecia międzywojennego był oryginalny, olejny kossakowski „Dziadek na Kasztance”. Reprodukcje, pocztówki były dla zwykłych obywateli, natomiast obraz był elementem obowiązkowym w domu każdego sanacyjnego oficera bądź też urzędnika.
Mistrzostwo pędzla oraz żądza pieniądza skłaniały Kossaka do licznych podróży (często towarzyszył mu w nich jego syn Jerzy, również malarz, zdrobniale w rodzinnym towarzystwie nazywany Coco). Jedną z tych podróży była wyprawa za ocean. W jej trakcie Kossakowie namalowali (odpłatnie oczywiście) dziesiątki mniejszych lub też większych obrazów prezentujących współuczestników ich wyprawy, sceny z życia „Dzikiego Zachodu” (tak, Kossak malował kowbojów !!!) oraz portrety ówczesnego amerykańskiego establishmentu. Kiedyś jeden z amerykańskich turystów zwiedzających prezentowaną w Muzeum Romantyzmu w Opinogórze wystawę „Kossakowie – trzy pokolenia malarzy”, której byłem kuratorem, zapytał mnie czy wiem, że to właśnie Kossaka jest większość obrazów, prezentujących amerykańską generalicję w Akademii West Point. Odpowiedziałem, że nie wiem, a on wcale się tym nie zdziwił. On sam, też dowiedział się o tym od znajomego wykładowcy tej elitarnej uczelni. Obrazy te nie są sygnowane, jedynie na odwrotnej ich stronie widnieje odręczna informacja malarza, kto jest autorem danego portretu.
Wojciech Kossak tworzył przez całe swoje długie życie. Nawet w okresie okupacji Krakowa przez wojska niemieckie w czasie II wojny światowej. Nazwisko Kossak oraz bliskie relacje z dawną cesarską rodziną, a także arystokracją, czyniły go nietykalnym dla zwykłych wykonawców rozkazów płynących z Berlina. W jego willi, odwiedzali go bardzo często wysocy rangą nazistowscy oficerowie, z „łaskawą” prośbą o wykonanie portretu. Artysta zawsze kategorycznie odmawiał, tłumacząc się wiekiem oraz złym stanem zdrowia. Wiemy jednak doskonale, że tworzył dalej, ale jego wewnętrzny patriotyzm, nie pozwalał mu na pracowanie dla okupanta. Malował natomiast dużo dla znajomych, bliższych lub dalszych, a także zwykłych ludzi. W jednym ze wspomnień z tamtego okresu możemy przeczytać, że portret jednej z rodzin znanych krakowskich cukierników malował bardzo długo. Dlaczego? Powód był prosty, portretowani, każdorazowo przynosili tort przygotowany na prawdziwym cukrze, a cukier w dobie wojny, to był nie lada luksusem. Przyczyną śmierci Wojciecha Kossaka było prawdopodobnie pęknięcie wrzodu żołądka oraz silny krwotok wewnętrzny. 1 sierpnia 1942 pogrążona w smutku rodzina złożyła szczątki wielkiego artysty w rodzinnym grobowcu na krakowskim Cmentarzu Rakowickim. Pomimo okupacji hitlerowskiej, ceremonia pogrzebowa była ogromną manifestacją patriotyczną. Niestety na pogrzebie artysty wywołani w tytule felietonu ułani nie zagrali. Nie było wtedy polskich ułanów w Krakowie.
Zmarł twórca, ale jego dzieła pozostają z nami na zawsze. Przypomnę tylko, że w opinogórskim Muzeum Romantyzmu prezentujemy szereg znakomitych prac Kossaka, odnoszących się w większości do tematyki napoleońskiej. Zapraszamy w te wakacyjne dni do odwiedzenia naszego Muzeum i zatrzymania się na chwilę przed tymi płótnami prezentowanymi w muzealnej Oficynie.
Rafał Wróblewski

Podziel się:


Agata Nizińska przygotowuje się do nagrania płyty. Rozpoczęła też zdjęcia do filmu „Job 2”

Agata Nizińska pracuje nad materiałem na swoją debiutancką płytę, na którą napisze część tekstów. Z gitarzystą Piotrkiem „Rubensem” Rubikiem przygotowuje natomiast projekt akustyczny, który wykonywany będzie na żywo. Wokalistka nie zapomina też o aktorstwie, w grudniu rozpoczęła pracę na planie filmu „Job 2”, w którym zagra główną postać kobiecą.

Pułtusk: Naukowe wyjaśnienie tajemnicy gwiazdy betlejemskiej

„Tajemnica gwiazdy betlejemskiej” była tematem wtorkowej prelekcji w Galerii Sztuki „4 Strony Świata” zorganizowanej przez Muzeum Regionalne w Pułtusku.

Z ciechanowskiej dzielnicy fabrycznej do nowojorskiego Queens

Zapewne część z osób interesujących się ciechanowską sceną muzyczną początku lat dziewięćdziesiątych pamięta Marka Marchoffa. Człowieka, który całymi dniami potrafił rozmawiać o muzyce, a swoją pasją do niej zarażać innych. To on powołał do istnienia jeden chyba z najbardziej rozpoznawalnych w kraju jak i również na świecie zespołów, wywodzących się z naszego