Dlaczego Niemcy rządzą Europą, czyli polityka od pasa w dół…

Podziel się:
Przy okazji kryzysu, jaki przechodzi Unia Europejska w związku ze sprawą uchodźców, wypłynęła rzecz osobliwa, choć nie przez wszystkich zauważona. Tak to już jest, że po wódce, albo w silnych emocjach, z ludzisk wyłazi ich prawdziwe nastawienie. Chodzi o wypowiedź Sigmara Gabriela – - niemieckiego wicekanclerza i ministra gospodarki, wyartykułowaną z mównicy w Bundestagu, a potem rozwiniętą w wywiadzie dla dziennika „Bild” (18.09 br.), cytuję: „Środki finansowe w Europie nie będą mogły płynąć, jak dotychczas, jeżeli Niemcy, Szwecja i Austria będą nadal same organizowały i finansowały przyjęcie uchodźców. (…) Kto nie podziela naszych wartości, ten nie może liczyć na nasze pieniądze”.

Przy okazji kryzysu, jaki przechodzi Unia Europejska w związku ze sprawą uchodźców, wypłynęła rzecz osobliwa, choć nie przez wszystkich zauważona. Tak to już jest, że po wódce, albo w silnych emocjach, z ludzisk wyłazi ich prawdziwe nastawienie. Chodzi o wypowiedź Sigmara Gabriela – – niemieckiego wicekanclerza i ministra gospodarki, wyartykułowaną z mównicy w Bundestagu, a potem rozwiniętą w wywiadzie dla dziennika „Bild” (18.09 br.), cytuję: „Środki finansowe w Europie nie będą mogły płynąć, jak dotychczas, jeżeli Niemcy, Szwecja i Austria będą nadal same organizowały i finansowały przyjęcie uchodźców. (…) Kto nie podziela naszych wartości, ten nie może liczyć na nasze pieniądze”.

Dodam w tym miejscu, że ten pan nie jest ani eurodeputowanym, ani żadnym brukselskim decydentem. Skąd zatem pewność, którędy i do kogo popłyną unijne fundusze, a kogo ominą?.. Postawię pytanie inaczej i od razu wprost – dlaczego Niemcy rządzą Europą?
Ktoś w tym momencie może w ogóle zanegować powagę mojego pytania – Jak to dlaczego? Przecież wiadomo – silna gospodarka, nowoczesna armia!
To fakt, ale są przecież w Unii także inne kraje o podobnym potencjale, nie prezentujące mimo to aż tak silnego przekonania o swojej decyzyjnej roli w tych strukturach.
Przewaga Niemiec wynika z jeszcze innego faktu niż potencjał gospodarczy i militarny. Ze sprytu. Sprytu połączonego z umiejętnością współdziałania ponad podziałami, gdy chodzi o interes nadrzędny państwa.
Podczas przyjmowania Traktatu Lizbońskiego, stronie niemieckiej udało się go ratyfikować niemal najpóźniej ze wszystkich państw członkowskich UE. W międzyczasie Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe zdążył wydać 30 czerwca 2009 r. wyrok, stwierdzający częściową niezgodność traktatu z niemiecką konstytucją – konkretnie, miał on naruszać niezawisłość parlamentu, określoną w art. 38 ust. 1 w powiązaniu z art. 23 ust. 1 ustawy zasadniczej. W związku z powyższym wysoki Trybunał z Karlsruhe wyraził zgodę na ratyfikowanie traktatu pod warunkiem, że zostanie dopasowany do wymagań niemieckich, jak też każdy nowy akt prawny UE będzie o tyle dotyczył Niemiec, o ile zostanie zaakceptowany przez Bundestag i Bundesrat. „Pod kogo” zatem Unia od tej pory musi w szczególności uchwalać swoje przepisy?..
Ciekawe przy tym jest, że Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej posiada takie same zapisy co niemiecka, a konkretnie w art. 96 i 104 ust. 1. Mogliśmy więc w tamtym czasie zastosować dokładnie to samo rozwiązanie. Jasne, że nie zrównalibyśmy się z Niemcami, ale przynajmniej zyskalibyśmy większe pole manewru w wielu kwestiach. Jeszcze ciekawsze jest to, że działający w Niemczech wybitny adwokat polskiego pochodzenia, mec. Stefan Hambura, mając odpowiednio wcześniej informacje o zamiarach naszych zachodnich sąsiadów, ostrzegał polskich dyplomatów, a wręcz przygotował dla nich całą instrukcję prawną, jak przeprowadzić tę procedurę. Niestety zabrakło woli politycznej (nasi parlamentarzyści w większości… udali się wtedy na urlopy). Ratyfikowaliśmy bezwarunkowo. W tym miejscu adresuję pretensję nie do jednej, ale do obydwu partii zaangażowanych wówczas w podpisanie Traktatu Lizbońskiego, a będących wciąż główną silą na polskiej scenie politycznej.
Nieodżałowany trener śp. Kazimierz Górski mawiał – „Tak się gra, jak przeciwnik pozwala”. Tak też skuteczność niemieckiej gry politycznej w strukturach Unii jest wprost proporcjonalna do uległości pozostałych partnerów. Zwłaszcza państwa, które w poprzedniej dekadzie zasiliły unijne szeregi, powinny szanować każdy nowy układ i wykorzystać każdą okazję, by przynajmniej częściowo mitygować niemieckie zapędy.
Przeczą temu sytuacje, jak choćby ta z końca września br., kiedy podczas szczytu szefów MSW państw członkowskich w Brukseli – Ewa Kopacz i Teresa Piotrowska przy głosowaniu nad przyjęciem uchodźców wyłamały się ze sprzeciwu Grupy Wyszehradzkiej– grupy, która zawsze była kością w gardle Angeli Merkel. Byli tacy, co swego czasu szukali analogii pani Kopacz do Margaret Thatcher. Lady Thatcherowa nie była socjaldemokratką i Unię Europejską nazywała wprost „chorym wymysłem lewackich pseudointelektualistów”. Mój kolega twierdzi przekornie, że podobieństwo do śp. brytyjskiej premier u pani Ewy jednak występuje – „od pasa w dół, bo od pasa w górę, to czym wyżej − tym gorzej”. I wcale nie chodzi tylko o powierzchowność.
Często podkreśla się niemiecki potencjał gospodarczy jako fundament ich pozycji i praw. Historia uczy, że nie ma pozycji przypisanych raz na zawsze. Mimo wszystko wierzę, że przy mądrej władzy, która wreszcie przerwałaby tłamszenie twórczej aktywności swoich obywateli – Polska mogłaby jeszcze osiągnąć wiele. Jednak wciąż za dużo mamy kompromisu, a brak nam polityków wielkiego formatu. Co z tego, że ten i ów powołuje się na wzorcowe postaci z II. lub I. Rzeczpospolitej – skoro przeważnie przypomina je tylko „od pasa w dół”?…

Tomasz J. Ulatowski

Podziel się:


Zdjęcie profilowe

Tomasz Ulatowski

Tomasz Janusz Ulatowski – inżynier, ekonomista, zwolennik „austriackiej szkoły ekonomii”, bezpartyjny wolnościowiec, niezależny publicysta i bloger − współpracował z prasą ogólnopolską i lokalną północnego Mazowsza, obecnie publikuje m.in. na portalach: prokapitalizm.pl, prawica.net, neon24.pl, prowadzi własną stronę autorską: e-ulatowski.pl, jest szefem Ciechanowskiego Klubu Tygodnika „Najwyższy Czas!”, koordynatorem klubu austriackiej szkoły ekonomii przy Instytucie Ludwiga von Misesa.

Poseł Marek Jakubiak o polskiej polityce zagranicznej

Zacznijmy od siebie, zanim będziemy innym pomagać

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Ograniczę się do wykorzystania minuty. Skoro pan minister lekceważy nas, to myślę, że nie ma co tutaj za długo się rozgadywać.

(Cykl): Ekonomia po ludzku

„NISZCZYCIELSKIE HIPERMARKETY”

Wielu na nie psioczy, ale jednocześnie nie wyobraża sobie zakupów bez nich. Spójrzmy chłodnym okiem na kilka obiegowych opinii w kwestii tzw. sklepów wielkopowierzchniowych.

EKONOMIA PO LUDZKU

STREFY DLA „SPECJALNYCH”

W naszych okolicach istnieją dwie specjalne strefy ekonomiczne. Ciechanów (razem z Mławą, Płońskiem, Ostrołęką) – jak od kilku lat widnieje w internecie − należy do Warmińsko-Mazurskiej SSE. Mieszkańcy raczej tego nie odczuwają – ponad połowa w ogóle o tym nie wie.