Polsko-krymskotatarskie drogi do współczesności

Podziel się:
Fot. archiwum Autora

Szanowny czytelniku, tym artykułem chciałbym zakończyć cykl o historii relacji polsko-krymskotatarskich. Następne teksty dotkną już czegoś innego, też przybliżającego polskiemu czytelnikowi kulturę krymskotatarską, ale historia nie będzie już głównym tematem, stanie się tłem dla poszczególnych zagadnień, których spróbuję się podjąć.

Ostatni mój felieton zakończyłem na 1939 roku, początku hekatomby, która zniszczyła tak samo społeczność Polaków jak i Tatarów, chociaż drogi do przetrwania i walki w tej wojnie obydwa narody miały inne, podobnie jak różne doświadczenia dotknęły te dwa narody w czasie I wojny światowej.

Założę, że Szanowny Czytelnik zna polskie drogi do wolności i walkę z okupantami w czasie II wojny światowej. Chciałbym jednakże przybliżyć jak wyglądały te drogi dla Tatarów Krymskich.

Okupacja Krymu przez wojska Cesarstwa Niemieckiego w I wojnie światowej, przyniosła Tatarom upragnioną wolność, możliwość chwilowego i jakże dramatycznego zaczerpnięcia „powietrza” po 134 latach rosyjskiej niewoli. Losy Krymskiej Republiki Ludowej opisywałem jednak we wcześniejszym artykule i teraz tylko napomniałem o tym, żebyśmy zapamiętali, że dla niektórych Tatarów Krymskich Niemcy kojarzyli się z szansą na wolność i z największym wrogiem Rosji. Stąd też, gdy wojska III Rzeszy wkroczyły na Krym, grupa inteligencji krymskiej postanowiła pójść na współpracę z siłami okupacyjnymi – jak wielką pomyłką stała się ta współpraca, zrozumieli oni bardzo szybko, gdy wielu Tatarów zginęło od kul nazistowskich żołnierzy. W tym samym czasie kolejne tysiące Tatarów Krymskich ścierało się z siłami nazistów na froncie wschodnim co jeszcze bardziej komplikowało wewnętrzną sytuację społeczną tego narodu.

To poszukiwanie sojuszu z nazistami przez garstkę elit krymskotatarskich doprowadziło do sytuacji w której Stalin, po wkroczeniu Armii Czerwonej na Krym, wydaje wraz z wyrokiem zdrady państwa, nakaz zesłania Tatarów Krymskich z terytorium Krymu. Z zakazem powrotu. Eksterminacja połączona z wywózkami trwała od kwietnia do czerwca 1944 roku a apogeum tych wydarzeń przypadło na 18 maja. W dniu tym deportowano 187 859 Tatarów krymskich, 6252 Tatarów nadwołżańskich, parę tygodni później 36 349 Bułgarów, Greków, Ormian, a jeszcze wcześniej – około 50 tys. krymskich Niemców1. Tatarzy krymscy trafiają głównie do Uzbekistanu. Niedługo potem, 22 lipca 1944, w Chełmie pod Lublinem ogłoszony zostaje manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Polska wchodzi w oś wpływów Związku Radzieckiego i relacje Polaków i Tatarów polskich z Tatarami Krymskimi zamierają niemalże, na długi czas.

Kiedy jednak ludność tatarska trafiła już do miejsc zesłania, dość szybko zaczęła się samoorganizować. Pomimo wielu represji, powstały koła samokształceniowe zajmujące się zachowaniem języka i tradycji2. Dzięki tej wspaniałej samoorganizacji i wsparciu wielu działaczy na rzecz praw człowieka w ZSRR kultura Tatarów Krymskich przetrwała i już w latach 70, jeszcze nielegalnie, zaczęła powracać na Krym. I w tym powrocie Polacy również mieli swoje zasługi. Nasi rodacy przemycali na Krym książki i materiały o treści religijnej, maszyny drukarskie, urządzenia audio i wideo, przeprowadzali także szkolenia z działań podziemnego drukarstwa i prowadzenia podziemnych mediów. Wśród Polaków zaangażowanych wtedy w pomoc Tatarom Krymskim wymienić należy: Irenę Lasotę, Piotra Hlebowicza, Jadwigę Chmielowską – przewodniczącą Komitetu Wykonawczego „Solidarności Walczącej”, Macieja Ruszczyńskiego, Selima Chazbijewicza – obecnie posiadającego uprawnienia reprezentowania interesów Medżlisu Narodu Tatarów Krymskich w Polsce, Piotra Pacholskiego, Beatę i Piotra Godlewskich, Eulalię Badurską, Lecha Osiaka, Andrzeja Rozpłochowskiego, Wojciecha Stando, Romana Zalewskiego, Macieja Frankiewicza i innych.

Również po upadku ZSRR, kiedy Tatarzy mogli już żyć dość spokojnie (pomijając represje, które spotykały ich ze strony Rosjan żyjących na półwyspie) Polacy zaangażowani byli w przywracanie Krymowi rolnictwa, zniszczonego przez lata bandyckiej gospodarki nieliczącej się z naturalnymi zasobami. Jednym z takich Polaków był związany z Ciechanowem Benedykt Pszczółkowski, biorący udział w szkoleniach dla młodych rolników krymskotatarskich. Aż do połowy lat 90. było coraz bardziej intensywnie jednakże później doszło do znacznego regresu tych relacji. Do tego stopnia, że jeszcze w 2014 roku los Tatarów Krymskich, cały czas walczących o utrzymanie na półwyspie i o prawa podstawowe dla siebie i swoich dzieci nie interesował polskich mediów oraz władz. Wszystko zamykało się w niewielkiej grupie ludzi połączonych dawnymi więzami przyjaźni i współpracy.

Wiele zmieniło się w marcu 2014 roku wraz z aneksją półwyspu przez Rosję. Jest to już jednak zupełnie inna opowieść.

Dominik Jakub Napiwodzki

1Chazbijewicz, 2001, Awdet czyli powrót. Walka polityczna Tatarów krymskich o zachowanie tożsamości narodowej i niepodległości państwa po II wojnie światowej, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Olsztyn. cyt. za Krymskotatarskaja encikłopedija, t. I, s. 98.

2Ibidem, s 121.

Podziel się:


Zdjęcie profilowe

Dominik Jakub Napiwodzki

Urodził się w Ciechanowie. Tutaj też ukończył Liceum Ogólnokształcące nr 2 im. Adama Mickiewicza. Absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Stanisława Moniuszki w Ciechanowie oraz Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Adama Krzanowskiego w Mławie z filią w Ciechanowie. Z wykształcenia antropolog kulturowy. Pasjonat poznawania kultury, historii i społeczeństwa rdzennego narodu Krymu - Tatarów Krymskich. W związku z zainteresowaniami już od kilku lat współpracuje z różnymi instytucjami oraz organizacjami Tatarów polskich oraz krymskotatarskich, w tym z ciechanowską "Fundacją Krym".

EKONOMIA PO LUDZKU

Dlaczego rynek ma być wolny?

Parę lat temu, miałem okazję uczestniczyć jako obserwator w spotkaniu pewnego senatora z mieszkańcami. Spotkanie odbywało się w sali domu parafialnego, udostępnionej na tę okoliczność.

Zmiana Konstytucji: logicznie, sprawiedliwie i z korzyścią na przyszłość

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jesteśmy młodymi posłami i tak naprawdę to nic przyjemnego starać się za wszelką cenę pogodzić zwaśnione strony, które nie potrafią znaleźć choćby odrobiny dobrej woli w sprawie tzw. konstytucyjnego pata. Dzisiaj mamy nawet za granicą zaangażowane w to bezpośrednio strony, Komisję Wenecką. Mówi się o Polsce jako o kraju, który traci

STOP AROGANCJI PAŃSTWA

Taka już ludzka natura, że pod siebie gramy. O ile dotyczy to naszego prywatnego podwórka, nikogo to nie dziwi. Każdy chce dla siebie i dla swoich najbliższych jak najlepiej.