Rozmowa z ks. Tomaszem Mąką, leutnantem US Navy, kapelanem na lotniskowcu USS Dwight D. Eisenhower

Nie napinam się na wielkie cele

Podziel się:

Marek Szyperski. Proszę powiedzieć, jak Ksiądz znalazł się w Stanach?

Ks. Tomasz Mąka. Wyjechałem w 1998 r. na stypendium do Seminarium Sacred Heart w Detroit. Byłem tam dwa lata, po których wróciłem na ostatni, szósty rok do Seminarium płockiego i przyjąłem święcenia z rąk biskupa Stanisława Wielgusa.

A Marynarka? US Navy?

Później oczywiście wróciłem do Stanów Zjednoczonych. W 2003 r. do pracy w seminarium polonijnym, potem pracowałem w parafiach. Po jakim czasie przeszedłem do diecezji Detroit i tam byłem proboszczem, potem znów zostałem wysłany na studia do Polski, znów pracowałem w seminarium polonijnym. I tak się złożyło – pasja i jakieś tam dziecięce marzenia – z Marynarką – polską, nie wojenną, ale handlową, podróże, jakieś takie powołanie misyjne. I duże potrzeby w Marynarce. Spotkałem ludzi, którzy służyli zarówno w Marines jak i w Marynarce Wojennej. Widać było, że to bardzo potrzebne, by mieli jakiś kontakt z posługą religijną. Tam jest tuż kapłanów protestanckich, a księży katolickich bardzo mało.

Ilu kapelanów służy na lotniskowcu?

Z reguły jest trzech, ale gdy jest Skrzydło z nami, tak jak niedawno gdy byliśmy na misji, to jest nas czterech. Ale ksiądz katolicki jest tylko jeden. Byłem jedynym księdzem katolickim na całą Zatokę Perską, nie licząc księdza, który obsługuje bazę w Bahrajnie. Musiałem więc wielokrotnie latać helikopterem na Mszę świętą na mniejsze okręty. Nie tylko amerykańskie, ale także np. brytyjskie.

Otarł się Ksiądz o jakieś zagrożenia w czasie tych misji?

Zagrożenie jest częścią tej służby. Rok wcześniej mieliśmy taki nieprzyjemny wypadek, gdy kabel zatrzymujący samoloty rozczepił się i uderzył osiem osób i trzeba było je wysłać do szpitala. Jeżeli się mieszka i pływa nad, można to nazwać, elektrownią atomową, a pod lotniskiem, z którego samoloty startują z częstotliwością półtorej minuty, dwóch i gdzie się obsługuje na tak małej przestrzeni dziesiątki samolotów dziennie, gdzie nie ma miejsca na błąd, to zagrożenie gdzieś jest tam z tyłu głowy. Ale mam mocniejszego Szefa, polegam na Bogu, więc w tym sensie nigdy nie czułem poważniejszego zagrożenia. Oczywiście zagrożenie codzienne jest, bo są jakieś tam akcje, Rosjanie bardzo blisko podpływali do naszych mniejszych okrętów. Gdy się przepływa przez cieśninę Ormuz, to też są takie małe incydenty.

Jak wygląda przeciętny dzień kapelana na lotniskowcu?

To zależy. Jestem też oficerem dywizyjnym, odpowiadam za marynarzy, którzy są takimi pomocnikami religijnymi, prowadzą bibliotekę, odpowiadają za kontakt internetowy ze światem. Trzeba sprawdzić nasze pomieszczenia, to taka mało kapłańska czynność. Takie proboszczowskie pozostałości: sprawdzenie materiałów, jak to wszystko wygląda. Bardzo dużo jest spotkań, co łączy się trochę z pracą psychologa, kapelani, a zwłaszcza kapłani katoliccy cieszą się dużym zaufaniem – marynarze mają świadomość tajemnicy spowiedzi.

Na naszym lotniskowcu o 11.30 jest Msza święta. Południe – coś do zjedzenia, trochę czasu wolnego, można pójść poćwiczyć, bo jednak ważą i mierzą co pół roku i trzeba być w formie, nie tak jak po wizycie w Polsce, gdzie – jakby choćby u Państwa, człowiek się dobrze odżywi. Wieczorem spotkania w mniejszych grupach, np. na Różańcu, takie zwykłe codzienne rzeczy.

Są dni kiedy trzeba zrobić np. trening przeciwko samobójstwom, czy pomóc rozwiązać jakieś tam małżeńskie sprawy, lub przygotować kogoś do chrztu. Miałem właśnie taką piękną sytuację podczas ostatniej, siedmiomiesięcznej misji, gdy trzech mężczyzn zostało przyjętych do Kościoła. Po prostu – dzień jak w parafii – zawsze coś się trafi. A gdy sobie już człowiek myśli, że wszystko ułoży – to się wszystko zburzy.

Monika Szyperska. Choroby morskiej Ksiądz nie ma?

Tego nie byłem pewien, ale już sprawdzone – nie mam. Choć, gdy poleciałem na krążownik, musiałem nocować i gdy obudziłem się rano, zwalczyłem jakieś początki choroby, ale nie wiem jak by to było na dłuższą metę. Na tak wielkim okręcie jak lotniskowiec raczej się tego nie czuje.

Nie tęskni Ksiądz za domem, za rodziną, za Ciechanowem?

Stosunkowo wcześnie wyjechałem, jakoś się już wkomponowałem w tamto społeczeństwo. Teraz mam tam siostrę, chrześniaczkę, rodzice byli już parokrotnie, tak więc mam kontakt z rodziną. Myślę, że to tak jak każdy z nas, gdy przeprowadzi się do innej części kraju i założy własną rodzinę.

Spotkałem wspaniałych ludzi, którzy przyjęli mnie jak swojego. Miałem świetną parafię jako proboszcz, tak, że w to wsiąkłem i oni są taką moją drugą rodziną. Zawsze z wielką przyjemnością wracam do kraju, ale tam też już jest mój dom.

Marek Szyperski. Powiedział Ksiądz o krążowniku: mniejszy okręt. To dość ciekawe określenie.

Lotniskowiec jest wielkim okrętem. O ile pamiętam – 330 m długości i 70 m szerokości. Kiedy np. o 21.55 mamy taką modlitwę ogólną, to trzeba wejść na 12. piętro, a windy służą tylko to transportu towarów i samolotów. Trzeba wtedy sobie drogę rozplanować, bo gdy się człowiek zasapie, to trudno przeprowadzić tę krótką modlitwę. I potem się śmieją, że kapelan późno wyszedł.

To jest wielki okręt, aczkolwiek środek to jest głównie hangar na samoloty, tak że tej przestrzeni jest o wiele mniej niż się wydaje. Kiedy pierwszy raz przychodziłem na okręt – bodajże 20 listopada 2015 r., kiedy stanąłem obok, to był przeogromny. Teraz, gdy się staje przy nim – człowiek myśli: jak tu ciasno, gdy się mieszka na tym skrawku przez siedem miesięcy, gdzieś na środku oceanu.

Ksiądz sam wybrał „Eisenhowera”?

Nie, to było odgórnie. Jest bardzo mało księży katolickich, dlatego z reguły nas wysyłają albo na wielkie okręty, takiej jak lotniskowce, albo helikopterowce, albo służące do transportu marines. W kraju są tzw. księża kontraktowi, którzy pomagają obsługiwać bazy, a nas jest niewielu, ponad 30-tu. Służymy i z Marynarką i z Marines i ze Strażą Przybrzeżną.

Słyszałem takie powiedzenie, że lotniskowiec to najbezpieczniejszy okręt we flocie.

Gdy na nim jestem, to czuję się bardzo bezpiecznie. I jeśli się służy razem z 5,5 tysiąca ludzi, którzy gotowi są stawić czoła właściwie wszystkiemu i kiedy człowiek sobie uświadamia, że nie ma co liczyć na jakąś pomoc z domu, oddalonego o tysiące kilometrów i ma się takie środki odstraszania w postaci samolotów, innej broni – to myślę, że jest to trafne powiedzenie. I jeszcze cała ta asysta lotniskowca.

Czy w trakcie misji gdzieś w Zatoce Perskiej, czy innych zapalnych rejonach świata marynarze bardziej zbliżają się do Boga?

Bardzo lubię, gdy jesteśmy na morzu, mniej – gdy jesteśmy w porcie. Na morzu na pewno jest więcej czasu. Ludzie nie myślą o powrocie do domu. Człowiek zaczyna polegać na tych, których widzi wkoło. Można się gdzieś spotkać z ludźmi w tych korytarzach, wieczorami gdzieś posiedzieć. Pytają mnie nieraz „father”, czemu  ty jesteś taki radosny? Myślę, że to jest radość, która płynie z Eucharystii, z kontaktu z Bogiem, bo to daje spokój. Ja nie napinam się na jakieś wielkie cele. To właśnie bycie z tymi ludźmi jest dla mnie celem samym w sobie i nie próbuję tego komplikować, tak że taka postawa ich intryguje w pewien sposób. Niektórzy częściej przychodzą do kościoła, czy po prostu porozmawiać. Trzeba pamiętać, że średnia wieku na lotniskowcu to ok. 23 lat. To bardzo dużo młodych ludzi w wieku 18-23-24 lat. Oni są w takim momencie kiedy wyszli z domu, kiedy potrzeba Boga nie jest jeszcze taka zakorzeniona. Społeczeństwo pluralistyczne, w którym jest 25 proc. katolików, a na okręcie ok. 20 proc., tak że ci ludzie dopiero w jakiś sposób odkrywają czym jest dla nich wiara. Często są w fazie wiary rodzinnej, wiary swoich rodziców, czego nie zgłębiali, bo nie było im potrzebne. Bo nie mieli jeszcze jakiegoś kryzysu, bo skupiali się na pracy, na tym żeby ułożyć sobie życie. Ludzie mają bardzo trudne drogi życiowe i często, gdy się ich posłucha, to podziwiam ich za to, że nie są na jakiejś ścieżce kryminalnej, tylko starają się coś zrobić z życiem.

Czy z Księdzem pływają jacyś inni Polacy, Polonusi?

Było parę osób z Polski. Nie zawsze o nich wiedziałem, dlatego że często na lotniskowcu ludzie nie wiedzą, że są w tym samym czasie na pokładzie, a też nie patrzy się tak mocno na czyjeś pochodzenie. Ale spotkałem ludzi z przeróżnych zakątków świata: z Europy, z Afryki. Ostatnio spotkałem Ukraińca, ale przychodził też młody Polak, Polka

Wiem, że miał też Ksiądz epizod karaibski, kajmański.

To mała kolonia brytyjska i jako, że niedawno dopiero wyświęcony został pierwszy Kajmańczyk, była obsługiwana przez księży z Jamajki, ale później zwrócili się do Episkopatu amerykańskiego, żeby któraś z diecezji niejako adoptowała ich i tak się stało z diecezją detroicką. Ja tam latałem parokrotnie, pomagałem w parafii. Spędziłem jedne wakacje – półtora miesiąca, kilkakrotnie dwa, trzy tygodnie. Bardzo chętnie tam wracałem, lubię gdy jest ciepło, a przy okazji jeszcze można popracować. Wspaniała wspólnota.

Ksiądz służy w stopniu?

W brytyjskiej Marynarce nie ma stopni – jest kapelan i tyle. Natomiast w US Navy mam trzeci stopień oficerski czyli leutenant, w polskiej Marynarce Wojennej odpowiada to stopniowi kapitana.

A co Ksiądz sądzi o patronie „swojego” lotniskowca?

Wspaniały człowiek, bohaterski generał. To zobowiązuje. Eisenhower w kwestiach militarnych jest na pewno wielką postacią. Jego historia i historie naszych, polskich bohaterów pokazują, że jeśli człowiek ma w sobie taką pewną integralność swojej osobowości i wie co robi, to może dawać świadectwo niezależnie od kraju pochodzenia. Trzeba tylko wierzyć w Sprawę. Wierzyć w to co się robi. I to jest w naszej codzienności najważniejsze. By mieć miłość i pasję do tego co się robi.

Monika Szyperska. Wielkanoc i Boże Narodzenie na okręcie?

Tak się trafiło w zeszłym roku, że Wielkanoc spędziliśmy przygotowując się do misji, a Boże Narodzenie – już po misji. Było też Święto Dziękczynienia w listopadzie, które jest świeckim świętem, ale dla Amerykanów to jest taka Wigilia, w sensie gromadzenia się rodzinnego, dziękczynienia. I spędziliśmy go też na morzu. To było dla wielu tych młodych ludzi ogromne przeżycie, że nie mogli być z rodzinami. Boże Narodzenie i Wielkanoc świętowaliśmy na środku oceanu. W amerykańskim wydaniu wieczerza wigilijna nie jest aż tak wielkim świętem. Odprawiliśmy Mszę św. o północy, która naprawdę cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Było mnóstwo pilotów, bo oni są bardzo religijni. Człowiek zaczął się skupiać na tym co najważniejsze.

Marek Szyperski. To oczywiście pytanie zdecydowanie przedwczesne, ale co na emeryturze? Stany, Polska, Kajmany?

Nie wiem czy dożyję, w takim tempie, tej emerytury, ale to się okaże. Właśnie to jest takie piękne, że jeszcze cztery lata temu nie planowałem bycia w Marynarce Wojennej. Wcześniej nie planowałem bycia na stałe w Stanach Zjednoczonych. To się tak jakoś trafia, otwiera, ja patrzę na to jak na skrzyżowanie. Było parę innych rzeczy, które mogły się zdarzyć. Ja nie wiem co będzie za trzy, za pięć, za dziesięć lat, czy będę zdrowy, co się wydarzy. Trzeba mieć otwartą głowę. Z każdego miejsca można się coś nowego nauczyć. Pracowałem w Polsce przez kilka lat po powrocie ze Stanów i też było dobrze. To właśnie podobam mi się w mojej sytuacji kapłańskiej, że mogę być księdzem i robić to co kocham, mogę pracować z ciekawymi ludźmi, w ciekawych miejscach. Bo każde miejsce, czy to pracowałem w Raciążu, czy w Anchorville, czy teraz na okręcie było niesamowitym ubogaceniem. Szedłem kiedyś ulicą w Detroit, ludzie myślą: „o amerykańska ulica”, a tak naprawdę ona niczym nie różniła się od ulicy ciechanowskiej czy przasnyskiej, czy gdziekolwiek indziej. Ludzie wszędzie są tacy sami. Potrzebują relacji z Bogiem, z człowiekiem.

Dziękujemy za rozmowę.

Fot. profil FB ks. Tomasza Mąki

 

Podziel się:


Policjanci – nowy program BRJ TV

O blaskach i cieniach pracy policjantów opowiadać będzie nowy program na kanale BRJ TV. Pierwszy odcinek już niebawem.

Ciechanów

Nagroda im. Franciszka Rajkowskiego dla ks. prałata Eugeniusza Graczyka

- Patrzyłem na jego pracę, towarzyszyłem duchowo i serdecznie w tej bardzo wytężonej i wspaniałej pracy, której owoce widzimy i którymi się cieszymy. Nie tylko kościół – ta wizytówka widzialna, ale i parafia, która utrwaliła się, ukorzeniła się za jego kadencji i stanowi ważny element życia religijnego i kulturalnego dla całego społeczeństwa Ciechanowa. Dziękujemy

Płońsk

Dyrektor szpitala podał się do dymisji

Dyrektor Szpitala Powiatowego w Płońsku Józef Świerczek podał się dzisiaj (8 sierpnia) do dymisji.